PARTNER PORTALU
partner portalu partner portalu

Polacy w pandemii COVID zmagają się z pandemią próchnicy

ms
10-11-2021, 11:35
Polacy w pandemii COVID zmagają się z pandemią próchnicy Pandemia odcisnęła się na zębach Polaków (fot. Dentim Clinic Medicover)
– To przerażające, od lat nie mieliśmy w jednym czasie tak wielu powikłań próchnicy, rozległych stanów zapalnych przyzębia, powikłanych zębopochodnych infekcji bakteryjnych – mówi lek. dent. Sebastian Pawelec z Dentim Clinic Medicover w Katowicach.
  • W dobie COVID-19 z wizyt u dentysty zrezygnowało 41 proc. Polaków, podaje Medicover Stomatologia.

  • Co czwarta zgłaszająca się osoba wymagała leczenia stanu zapalnego dziąseł, a aż 49 proc. pomocy chirurga. W większość przypadków na pogorszenie się stanu zdrowia zębów wpływ miał jeden czynnik – odłożone na później leczenie.

  • U niemal 70 proc. pacjentów konieczne jest przeprowadzenie leczenia kanałowego. W 68 proc. przypadków podczas wizyty trzeba było usunąć ząb – co jak zauważają dentyści – jest najwyższym wskaźnikiem od wielu lat.

– Na rozpędzie czwartej fali pandemii uderza w nas fala nieleczonej od miesięcy próchnicy i jej powikłań. Mocno nadwyrężona jest też profilaktyka, w tym stanów przednowotworowych i nowotworów jamy ustnej, które często zauważane są po raz pierwszy u dentysty w czasie rutynowej kontroli – mówi lek. dent. Sebastian Pawelec z Dentim Clinic Medicover w Katowicach.

Pandemia próchnicy w rozkwicie 

Pandemia sprawiła, że w gabinetach stomatologicznych na Śląsku przybywa pacjentów z poważnymi schorzeniami jamy ustnej. Ciężkich przypadków jest tak dużo, że dentyści już mówią o prawdziwej fali nieleczonej próchnicy i jej powikłań.

– Od lat nie mieliśmy w jednym czasie tak wielu przypadków m.in. powikłań próchnicy, rozległych stanów zapalnych przyzębia, nazywanych też paradotnozą czy powikłanych zębopochodnych infekcji bakteryjnych, z ropniami na czele. I chociaż te przypadki w praktyce dentysty spotykane są na co dzień, to wyróżnia je dziś skala i stopień zaawansowania – mówi lek. dent. Sebastian Pawelec z Dentim Clinic Medicover z Katowic

Zauważalnie wzrosła liczba ekstrakcji 

Widać to szczególnie w jednym. – W porównaniu do 2019 r., w ostatnim półroczu zauważalnie wzrosła liczba pacjentów, u których konieczna była interwencja chirurgiczna, najczęściej z powodu skomplikowanej ekstrakcji zęba. Znacząco zwiększyła się także liczba tzw. wizyt bólowych. Dziś jest ich znacznie więcej niż przed pandemią – mówi.

– To z czym mamy obecnie do czynienia to prawdziwy wysyp pacjentów z ostrym bólem i zębopochodnymi stanami zapalnymi. Także same przypadki są znacznie bardziej złożone i wymagają niejednokrotnie szerszej diagnostyki obrazowej oraz bardziej złożonego leczenia. Patrząc tylko na to, widać, że przez pandemię i obawy przed koronawirusem mieszkańcy regionu mają mocno „nadgryzione” zdrowie jamy ustnej – dodaje dentysta.

Zresztą problem dotyczy nie tylko Śląska. Ogólnopolskie badania wykonane przez pracownię Zymetria dla Medicover Stomatologia pokazują, że skala zjawiska podobna jest w całym kraju. Pod koniec zeszłego roku, aż 68 proc. pacjentów, którzy zgłosili się do dentysty wymagało pilnego leczenia minimum 1 zęba. Trzech na czterech natomiast doświadczyło silnego bólu.

U 69 proc. konieczne było przeprowadzenie leczenia kanałowego. W 68 proc. przypadków podczas wizyty trzeba było usunąć ząb – co jak zauważają dentyści – jest najwyższym wskaźnikiem od wielu lat. Co czwarta zgłaszająca się osoba wymagała leczenia stanu zapalnego dziąseł, a aż 49 proc. pomocy chirurga. W większość przypadków na pogorszenie się stanu zdrowia zębów wpływ miał jeden czynnik – odłożone na później leczenie. W dobie COVID-19 z wizyt u dentysty zrezygnowało 41 proc. Polaków, podaje Medicover Stomatologia.

Konieczne specjalistyczne leczenie 

W skali pojedynczego regionu, wskaźnik ten może być wyższy, zauważają dentyści. – Tylko w pierwszych miesiącach pandemii wizytę odwołało około 80 proc. pacjentów. I chociaż część z nich wracała po kolejnych lockdownach, to wciąż spory odsetek nie zjawił się u dentysty. Ci co z kolei trafiają w nasze ręce 1,5 roku później, wymagają często skomplikowanego leczenia, nieraz przy wsparciu endodonty, chirurga czy periodontologa – mówi Sebastian Pawelec.

Cierpi profilaktyka nowotworów jamy ustnej

Ale zaawansowana próchnica, z jaką pacjenci na Śląsku trafiają obecnie do dentysty, to nie jedyne zmartwienie.

– Fakt, że wiele osób w dobie pandemii rezygnuje z regularnych przeglądów, a nawet wizyt powodowanych dolegliwościami w jamie ustnej, sprawia, że w perspektywie najbliższych miesięcy mocno może ucierpieć profilaktyka nowotworów jamy ustnej. To właśnie dentyści nieraz są pierwszymi lekarzami, którzy podczas rutynowej kontroli zauważają niepokojące zmiany. Problem jest o tyle poważny, że rak jamy ustnej to dziś drugi po raku krtani najczęściej diagnozowany nowotwór złośliwy okolic szyi i głowy. Do tego odsetek zgonów w tej grupie wynosi nawet 2/3 i to najczęściej z powodu zbyt późno postawionej diagnozy – przestrzega stomatolog. I jednocześnie apeluje, aby mieszkańcy regionu wrócili do dentysty.

Schorzenia ogólne rezultatem zaniedbań stomatologicznych 

– Lista schorzeń ogólnych, które mogą mieć swoje źródło w nieleczonych chorobach jamy ustnej jest długa. Kiepski stan zębów może mieć wpływ m.in. na częstotliwość infekcji układu oddechowego, a nawet na przebieg schorzeń, w tym płuc i nosogardzieli. Przedostające się do krwiobiegu bakterie mogą z kolei wpłynąć na układ krążenia i pracę nerek. Powszechnie znany jest także związek między nieleczonymi ubytkami a rozwojem chorób gastrycznych. Ostatnie badania sugerują także związek między stanem zdrowia jamy ustnej, a przebiegiem COVID-19 – przestrzega.

Podobał się artykuł? Podziel się!

POLECAMY W SERWISACH