PARTNERZY PORTALU
partner portalu partner portalu

Gabinety stomatologiczne w 700 szkołach na skraju upadku

Autor: miro • Źródło: infoDENT24.pl
08-12-2022, 09:59
Gabinety stomatologiczne w 700 szkołach na skraju upadku Gabinety stomatologiczne w 700 szkołach na skraju upadku Fot. AdobeStock
Przed pandemią funkcjonowało 800 szkolnych gabinetów stomatologicznych, średnio jeden na 50 szkół. Teraz tych gabinetów jest o 100 mniej. Niepokojący trend trudno będzie odwrócić. Jednym z powodów jest trauma, jaką przeżyli w trakcie lockdownów, pracujący w szkole lekarze dentyści.
  • Liczba gabinetów stomatologicznych w szkołach w mniej niż trzy lata spadła z 800 do 700. Jeden taki gabinet przypada średnio na 50 szkół
  • Kłopoty, w jakie popadły gabinety szkolne, nawarstwiły się w okresie pandemii COVID-19
  • Nie ma zgodności kto powinien ponosić i kto ponosi koszty uruchomienia gabinetu stomatologicznego w szkole: dentyści, Ministerstwo Zdrowia, władze terenowe
  • Organy prowadzące szkoły zawarły ok. 3 tys. porozumień ze świadczeniodawcami realizującymi umowy z NFZ. O takich umowach świadczeniodawcy nie mają najlepszego zdania Mało kto z lekarzy dentystów chce leczyć tylko dzieci. Miejsca specjalizacyjne czekają na chętnych, którzy chcieliby zdobyć dyplom pedodonty   

Spada liczba gabinetów stomatologicznych w szkołach

Wiceminister zdrowia Waldemar Kraska, podczas jednego z grudniowych posiedzeń sejmowej Komisji Zdrowia podał, że w szkołach funkcjonuje ok. 700 gabinetów stomatologicznych. To kolosalna liczba wobec rachunków jednego z posłów, który dowodził, że w całej Polsce jest ich raptem …7.  

Nikt nie powiedział jednak przy tej okazji, że tuż przed pandemią na terenie szkół zlokalizowanych było ponad 800 gabinetów stomatologicznych. W ciągu niespełna trzech lat z mapy, ilustrującej istotną część potencjału kierowanego przez NFZ na walkę z próchnicą wśród uczniów, ubyło ok. 14 proc. zasobów.

Sytuację krótko skomentował Michał Dzięgielewski dyrektor Departamentu Lecznictwa Ministerstwa Zdrowia: Szkolne gabinety stomatologiczne zabiła pandemia. Gabinety w szkole pracują wtedy gdy pracuje szkoła. Podczas nauki zdalnej szkoły były pozamykane. W tych gabinetach nie mogła być prowadzona żadna działalność, ani na rzecz uczniów, bo ich po prostu nie było, ale także na rzecz dorosłych. To wówczas gabinety szkolne były likwidowane – wyjaśnił Michał Dzięgielewski.

Zaufanie dentystów nadszarpnięte

Pandemii nie ma, sytuacja w zasadzie wróciła do normy. Czy zatem należy spodziewać się, że w najbliższym czasie dojdzie do ponownego uruchomienia w szkołach co najmniej stu gabinetów stomatologicznych?

Co do tego nie pozostawia złudzeń Andrzej Cisło były wiceprezes NRL.

Pisze on: Kłopoty, w jakie popadły gabinety szkolne w okresie pandemii COVID-19, a to ze względu na brak Tarczy 2.0 i bezwzględną konieczność odpracowywania wypłacanych zaliczkowo kontraktów z okresu postoju - to najgorszy PR, jaki państwo zafundowało publicznej stomatologii dziecięcej. Kto, mając przed sobą 35 lat prowadzenia praktyki stomatologicznej, zdecyduje się na takie ryzyko – pyta retorycznie.

Gabinet w szkole za duże koszty? 

700 szkolnych gabinetów stomatologicznych na ok. 33 tys. szkół (ponad 5 mln uczniów) to niewiele. Są one raptem w nieco ponad 2 proc. placówek szkolnych, to niemal trzykrotnie mniej niż w przypadku szkolnych gabinetów lekarskich. Najwięcej szkolnych gabinetów stomatologicznych jest w woj. lubelskim (ma je 5,80 proc. szkół). Na drugim biegunie tej statystyki znajduje się śląskie (0,20 proc.).

Uruchamianie nowych placówek nie przychodzi łatwo. W roku obowiązywania rządowego programu polityki zdrowotnej "Poprawa dostępności do świadczeń stomatologicznych dla dzieci i młodzieży w szkołach" (2018 r.) zdołano utworzyć zaledwie 41 gabinetów dentystycznych w szkołach.

To mało, jednak trzeba pamiętać o tym, że aby dentysta mógł pracować w szkole - należy przygotować mu miejsce pracy, które kosztuje z reguły kilkaset tysięcy złotych.

Nie ma zgodności kto te koszty ponosi. Wiceszef NRL Paweł Barucha wskazuje na lekarzy dentystów, Waldemar Kraska na Ministerstwo Zdrowia a Joanna Zabielska-Cieciuch z Federacji Porozumienie Zielonogórskie.- na władze terenowe (wszystkie formy są praktykowane – przyp. red.).

Stomatologiczne gabinety szkolne zostały na lodzie  

Agnieszka Surdyka, lekarz dentysta specjalista stomatologii dziecięcej w rozmowie z infoDENT24.pl jasno przedstawiała sytuację w jakiej znaleźli się na skutek pandemii dentyści świadczący usługi w szkolnych gabinetach stomatologicznych.

Nasze praktyki, a więc i drogi sprzęt, w który wyposażyliśmy gabinety stomatologiczne, został zamknięty w szkołach. Pozostaliśmy z ratami leasingowymi za unity, autoklawy, z kosztami ZUS, z obciążeniami w postaci wynagrodzeń na przykład dla asysty.

Liczne apele o pomoc, słane przez nas do ministra zdrowia, prezydenta RP, prezesa NFZ oraz posłów - pozostały bez odzewu.

Kilkakrotnie pisaliśmy do Ministerstwa Zdrowia z prośbą o wypracowanie rozwiązań prawnych, które umożliwiłyby wyjście z kryzysu.

Niewiele dała ochrona w postaci możliwości korzystania z zaliczek z obowiązkiem ich odpracowania. Znaczna część właścicieli gabinetów stomatologicznych, usytuowanych w szkołach, nie chciała korzystać z tego typu wsparcia, gdyż w ich przekonaniu odrobienie kontraktu było praktycznie nierealne. Nikt nie miał pewności co do powrotu dzieci na stałe do szkół. Przez wiele miesięcy pozostaliśmy bez możliwości zarobkowania.

Byliśmy z pewnością najbardziej pokrzywdzoną grupą zawodową przez lockdown. Nawet nie zostaliśmy objęci tarczą antykryzysową.

Proces likwidowania praktyk w szkole rozpoczął się w trakcie trwania pandemii. Takie decyzje, jedna za drugą, są wciąż podejmowane.

Oczywiście są lekarze dentyści, którzy cały czas żyją nadzieją, że władze zrozumieją sytuację szkolnych gabinetów stomatologicznych. Nie tylko zrozumieją, ale i podejmą stosowne działania, aby pomóc przetrwać szkolnym gabinetom.

Obawiam się, że zaistniała sytuacja spowodowała całkowity brak zaufania ze strony lekarzy, tak potrzebnego, aby ponownie otwierać praktyki stomatologiczne w szkołach. Szkoda, bo była to świetna i w zasadzie w obecnym czasie jedyna droga do obniżenia zatrważających wskaźników próchnicy polskich dzieci. Brak perspektyw i długi, w które lekarze zaczęli popadać zmusiły nas do podejmowania pracy poza gabinetami szkolnymi.

Marnujemy ogromny potencjał gabinetów stomatologicznych zlokalizowanych w szkołach. Działamy na szkodę przyszłego pokolenia Polaków, powszechnie zmagającego się z próchnicą. Mówię o marnowanym potencjale, bo związani ze szkołami lekarze dentyści mają dostęp do praktycznie całej populacji dzieci i młodzieży - oceniła Agnieszka Surdyka.

Co zamiast gabinetów stomatologicznych w szkołach?

Wobec braku chętnych do prowadzenia gabinetów stomatologicznych w szkołach – szereg umów na leczenie uczniów podpisywanych jest ze świadczeniodawcami mającymi praktyki „na mieście”. Niestety w tym przypadku też nie jest różowo.

Organy prowadzące szkoły zawarły ok. 3 tys. porozumień ze świadczeniodawcami realizującymi umowy z NFZ. O takich umowach świadczeniodawcy nie mają najlepszego zdania.

- Na pierwszą wizytę dzieci przychodzą z nauczycielami, bez rodziców. W takim przypadku mogę zrobić tylko przegląd i opisać w jakim stanie są zęby. Indywidualne leczenie dzieci może odbywać się tylko w obecności opiekunów prawnych - relacjonuje jedna z dentystek w rozmowie z infoDENT24.pl.

- W takiej sytuacji uczniowie trafiają do nas tylko na przegląd. Rodzic z reguły nie może wziąć wolnego, nie ma czasu przyjść do gabinetu i na leczenie z dzieckiem już nie wraca. Nie wykonujemy zatem puli punktów przeznaczonych na medycynę szkolną - jak wygląda leczenie zębów uczniów w praktyce - dodaje rozmówczyni infoDENT24.pl 

Nie wszyscy zwolennikami gabinetów w szkołach   

Wiele samorządów woli jednak zawrzeć umowę z zewnętrznym podmiotem niż urządzać gabinet w szkole. Taką taktykę przyjęła m.in. Warszawa. Dlaczego?

- Nie bierzemy pod uwagę zorganizowania gabinetów dentystycznych bezpośrednio w placówkach z kilku powodów. Po pierwsze w wielu szkołach po prostu nie ma na nie odpowiedniego miejsca, wyposażonego w konieczne przyłącza mediów - powiedziała dla forsal.pl Magdalena Łań z Urzędu Miasta.

- Po drugie, przy czynnościach medycznych, wykonywanych u dzieci, obowiązkowa jest obecność rodzica - co w większości wypadków jest niemożliwe w godzinach lekcyjnych, które pokrywają się z czasem pracy opiekunów. Po trzecie, wyposażenie gabinetu jest niezwykle kosztowne, więc jego organizacja w każdej szkole byłaby nierealna i niegospodarna. Taki gabinet wykorzystywano by zaledwie przez kilka godzin i to nie każdego dnia - wyliczyła Magdalena Łań.

W ostatnich miesiącach na funkcjonowanie gabinetów w szkołach kładzie się cieniem kwestia rozliczania coraz droższych mediów, głównie chodzi o prąd. Umowy użyczenia powierzchni oparte są z reguły o ryczałt, płacony od metra kwadratowego. W tych pieniądzach często wkalkulowany jest ryczałtowy koszt mediów. Teraz prąd i ogrzewanie, zużywane przez gabinety stomatologiczne, są coraz droższe, a więc  stanowią już istotny problem dla organów założycielskich szkół.

Dentobusy to erzac

Trudno się dziwić, że w takiej sytuacji rośnie presja na dentobusy.

Wiceminister zdrowia Waldemar Kraska z zadowoleniem podawał statystyki, zgodnie z którymi w całym 2021 r. w 16 mobilnych gabinetach stomatologicznych zrealizowano 60 tys. świadczeń, podczas gdy tylko w I półroczu 2022 r. - 47 tys.

Prawdą jest, że dyrektorzy szkół coraz częściej korzystają z takiej możliwości wywiązania się z obowiązku zapewnienia uczniom opieki stomatologicznej. Jest to prostsze rozwiązanie niż codzienna współpraca z gabinetem dentystycznym w szkole. Z tym tylko, że w tych nielicznych, a więc i trudno dostępnych dentobusach przeprowadzane są w zasadzie tylko przeglądy. Co gorsza ich praca w zimie jest znacznie utrudniona, a czasami niemożliwa.

Stomatologia dziecięca wyraźnie ma problem.

Andrzej Cisło tłumaczy: O ile prywatna poradnia pediatryczna utrzyma się w każdym mieście, o tyle stomatologia w stu procentach dziecięca - niekoniecznie. Dlatego to lekarze dentyści, wybierając pracę z dziećmi w oparciu o kontrakty z NFZ, skazują się na ryzyko, iż państwo może z pewnych ustaleń się wycofać. Stąd brak chętnych na specjalizację pedodoncja.

To jedyna specjalizacja z dziedzin stomatologicznych, która znajduje się na liście priorytetowej Ministerstwa Zdrowia. Mówił o tym Waldemar Kraska przypominając, że miejsc specjalizacyjnych dla chętnych podjęcia się kształcenia w tej właśnie dziedzinie jest relatywnie dużo i że rezydenci na tym kierunku są lepiej wynagradzani.

Wydaje się, że starań Ministerstwa Zdrowia nie zauważają lekarze dentyści. Wiceprezes NRL Andrzej Barucha przypomina, że miejsca specjalizacyjne czekają na chętnych, którzy chcieliby zdobyć dyplom pedodonty.

Do powstałej sytuacji zdają się być przyzwyczajeni rodzice. Na forum, prowadzonym przez edziecko.pl, widnieje kilkadziesiąt wpisów takich jak te:

  • Moje dziecko nie korzysta. Wolę zapłacić i mieć spokój. Wkurza mnie tylko to, że Fundusz skąpi na dzieci. Chociaż dzieciom powinny być zapewnione darmowe, lepsze plomby.
  • Szkoła córki ma umowę z jakąś placówką, ale z niej nie korzystamy. Chodzimy do innego dentysty. Na szczęście córka, lat prawie osiem, nie ma próchnicy, zęby zdrowe. Wizyty to przeglądy i lakowanie szóstek.
  • Szkoła moich dzieci nie współpracuje z żadnym gabinetem, a i w naszej miejscowości stomatolog dziecięcy nie istnieje. Jadę do innej miejscowości.
  • Zęby córki leczymy w prywatnym gabinecie, bo wiem, że jakość usług na Fundusz nie jest najlepsza. Poza tym bałabym się wysłać dziecko do gabinetu, którego nie znam, bez wiedzy, czy np. przestrzegają tam higieny, sterylizują narzędzia.
Podobał się artykuł? Podziel się!

POLECAMY W SERWISACH