PARTNER PORTALU
partner portalu

Czy stomatologia finansowana z publicznej kasy ma jeszcze sens?

ms
13-07-2020, 11:39
Czy stomatologia finansowana z publicznej kasy ma jeszcze sens? Kto sfinansuje leczenie stomatologiczne (foto: pixabay)
- Nie ma stomatologii dwóch prędkości, jednej - nastawionej na pacjentów komercyjnych, drugiej - wyznaczonej koszykiem świadczeń gwarantowanych – przekonywał Andrzej Cisło, wiceprezes NRL i przewodniczący Komisji Stomatologicznej NRL podczas, odbywającej się w ramach V Kongresu Wyzwań Zdrowotnych HCC sesji „Stomatologia: partner z potencjałem”.

Skąd takie przekonanie? To reakcja na coraz częściej powtarzaną tezę, że tak naprawdę stomatologia finansowana z publicznej kasy z roku na rok traci na znaczeniu. Nietrudno pójść o krok dalej i zapytać o sens utrzymywania systemu, na funkcjonowanie którego publiczny płatnik przeznacza daleko niewystarczające kwoty. Pytanie to staje się tym bardziej zasadne, im większy jest udział wydatków typu out of pocket, które Polacy przeznaczają na utrzymywanie zdrowia jamy ustnej. Udział ten jest niebagatelny, bo szacowany na 70 - 80 proc. Oczywiście trzeba pamiętać także o strukturze tych wydatków, gdyż znaczącą wagę mają w nich procedury ponadstandardowe. 

Mędrcy czy harcownicy?
- Stomatologia w sektorze publicznym to wciąż niemal 2 mld zł rocznie – przekonywał Andrzej Cisło, chociaż przyznał, że aby można było skończyć z coraz większym niedowładem stomatologicznego leczenia - należałoby tę kwotę co najmniej podwoić.

Wiceprezes NRL jest przekonany, że państwo polskie ma obowiązek, ale i narzędzia ku temu, żeby przywrócić racjonalny wymiar publicznej opiece stomatologicznej.

- Skończmy z dyskursem - niestety obserwowanym także wśród stomatologów, w którym przekonujemy się, że nie da się wyleczyć pacjenta za 10, 20, czy nawet 50 zł, a takie stawki obowiązują niezmiennie od lat w cenniku NFZ. Usilnie walczmy o wzrost tych stawek – apelował ekspert HCC.

- Rozumiem oceny płynące także od stomatologów, którzy uważają, że koleżanki i koledzy mający różnorodne problemy w ramach współpracy z NFZ sami są sobie winni, bo przecież z własnej woli podjęli grę z nie do końca wiarygodnym partnerem – rozumiem, ale przestrzegam przed takim pojmowaniem rzeczywistości - mówił Andrzej Cisło.

Powątpiewanie w skuteczność funkcjonowania publicznej opieki stomatologicznej przybiera bardzo konkretne formy. Lekarze z Porozumienia Rezydentów zadali kandydatom na urząd prezydenta Polski, ale także lekarzom i ogólnie tzw. opinii społecznej12 pytań dotyczących konkretnych zmian w organizacji systemu opieki zdrowotnej. Jedno pytanie dotyczyło leczenia stomatologicznego: Czy powinno się zrezygnować ze stomatologii finansowanej z powszechnego ubezpieczenia? Takie pytanie zadaje zapewne ktoś kto ma konkretny pomysł na krajobraz opieki stomatologicznej nad Polakami i to bez udziału NFZ.

Ma być dobrze i tanio
Uwaga jednak, na tego typu pomysły w dobie koronawirusa po swojemu zareagowali pacjenci, którzy dali upust frustracjom towarzyszącym restrykcjom w dostępie do dentysty - tego funkcjonującego właśnie w systemie powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego (bo go fizycznie nie było), ale także i tego nie realizującego kontraktu NFZ (bo co prawda fizycznie był, ale za tę obecność wystawiał słone rachunki).

Próby podjęcia dialogu i wytłumaczenia Polakom złożoności sytuacji są tak samo nieskuteczne jak walka z NFZ i Ministerstwem Zdrowia o cokolwiek większe nakłady na leczenie stomatologiczne.

Polakom wszystko jedno kto i jak będzie leczył ich zęby, aby tylko:
- dostęp do dentysty był nieograniczony;
- zapewniona została najwyższa jakość tego leczenia;
- nie trzeba było płacić za świadczenie (bo i tak ZUS latami zdziera z ludzi).

Oczywiście to utopijny scenariusz i na pewno nie zaczyna się jego pisania od likwidacji stomatologii finansowanej w formie powszechnego ubezpieczenia. Chyba, że Polacy zostaną przekonani do konieczności płacenia z własnej kieszeni za leczenie stomatologiczne. To jednak – biorąc pod uwagę temperaturę narzekań na dentystów funkcjonujących poza NFZ – jest zadaniem karkołomnym.

Przed takim scenariuszem, chociaż mało prawdopodobnym przestrzega Andrzej Cisło i zwraca uwagę na jeden znamienny fakt. Otóż w jego przekonaniu, świat stomatologii „na NFZ” i świat stomatologii „out of pocket” nie są układami rozłącznymi chociażby tylko z tego względu, że znacząca grupa lekarzy dentystów na co dzień funkcjonuje w obu tych systemach.

Stomatologia dwóch prędkości – faktem prasowym?
Diagnoza sytuacji, przedstawiona przez wiceprezesa NRL, każe zastanowić się nad zasadnością promowania koncepcji stomatologii dwóch prędkości.

Nikt nie twierdzi, że pacjent wyłącznie korzystający ze świadczeń w wymiarze publicznym - otrzyma w procesie leczenia wszystko to co ma do zaoferowania współczesna stomatologia. Taka opcja jest nierealna. Jednak stomatolodzy pracujący poza publiczną opieką zdrowotną muszą zdawać sobie z tego sprawę, że tylko pacjent w miarę z pełnym uzębieniem, będzie tym pacjentem, któremu mogliby zaproponować sensowny program sanacji uzębienia. W przeciwnym przypadku należałoby podejmować dramatyczne kompromisy, a wówczas trudno będzie mówić o zadowoleniu pacjentów i satysfakcji dentysty.

Komercyjna stomatologia, bez tej opartej na powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym, na pewno nie byłaby w tym miejscu, w jakim się obecnie znajduje – wynika z oceny wiceprezesa NRL.

Andrzej Cisło zwrócił uwagę na kolejny niebezpieczny aspekt ewentualnej marginalizacji stomatologii w jej publicznym wymiarze. - Dorosła osoba, w obliczu wykluczenia ekonomicznego z opieki stomatologicznej, nie przyzna się do tego, że nie chodzi do dentysty, bo ją na to po prostu nie stać. W zamian przekaże dzieciom bardzo niebezpieczny komunikat. Pojawią się zapewne argumenty o bezcelowości leczenia, bo zęby i tak ostatecznie wypadną. Z zakodowanym takim przekazem młodzi ludzie nie będą mieli dużej motywacji do dbałości o zdrowe zęby. To najgorszy scenariusz i do tego nie możemy dopuścić – przekonywał Andrzej Cisło.

Zegar tyka miarowo
Czasu na odwrócenie biegu wydarzeń nie zostało dużo. Kolejne zarządzenie prezesa NFZ w sprawie regulacji wycen świadczeń stomatologicznych dowodzi albo niezrozumienia sytuacji świadczeniodawców (mało prawdopodobne), albo postawienia na niebezpieczny scenariusz marginalizacji publicznych świadczeń. Trudno bowiem się w nim doszukać próby dostosowania wyceny procedur do realnych nakładów na realizowane świadczenia stomatologiczne.

Postanowiliśmy sprawdzić co oznacza utrzymywanie przez lata stałej, niskiej kwoty na leczenie stomatologiczne, finansowane ze środków publicznych, na poziomie 1,8 mld zł rocznie. Wymiar werbalny wyznaczony: utyskiwaniem, żalami i pretensjami tych, którzy wplątali się w realizowanie kontraktów NFZ to jedno.

Za słowami – czemu trudno się dziwić - idą także czyny – nastąpił dramatyczny spadek podpisywanych przez OW NFZ liczby umów, któremu towarzyszy wyraźnie malejąca liczba świadczeniodawców takie umowy podpisujących. Zjazdu w dół nie można wyjaśnić tylko tym, że obecnie pojedyncze umowy mają wyższą wartość, a podpisują je większe podmioty. Z pewnością taki trend występuje, ale nie sposób nim tłumaczyć obrazu upadku stomatologii realizowanej w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego.

infoDENT24.pl zapytał NFZ o liczbę podpisywanych umów w zakresie świadczeń stomatologicznych. Okazuje się, że z miesiąca na miesiąc spada liczba umów w zakresie leczenia stomatologicznego (stan na 19 czerwca):
marzec 2020: 6 705
kwiecień 2020: 6 700
maj 2020: 6 680

Postanowiliśmy sprawdzić jak wygląda ta tendencja, porównując liczbę zawartych umów w 2020 r. ze stanem z 2017 r. Dane są zatrważające.

Dramatycznie spadła w ciągu ostatnich trzech lat liczba świadczeniodawców, podpisujących kontrakty z NFZ. Pewnie za kolejne trzy lata ci co trwają przy NFZ pokazywani będą jako epigoni upadłej idei leczenia zębów Polakom w oparciu o publiczne pieniądze.

Warto pamiętać, że od 2017 do 2020 r. w skali kraju liczba umów podpisywana przez NFZ na leczenie stomatologiczne spadła o ponad połowę! Są jednak OW NFZ, w których ten wskaźnik wynosi 73 proc. (woj. opolskie), 65,6 proc. (woj., lubuskie), 57,6 proc. (woj. śląskie).

Ubywa w szybkim tempie liczba świadczeniodawców związanych umowami z NFZ. W Polsce spadek wyniósł 20 proc., ale np. w woj. lubelskim aż 53,4 proc.

O ile tendencja te zostanie utrzymana (a bardzo prawdopodobne, że ulegnie przyspieszeniu), to za pięć lat liczba świadczeniodawców spadnie pięciokrotnie! Dostanie się wówczas do lekarza dentysty pracującego „na NFZ” będzie tylko iluzją. Wtedy to nawet najbardziej trafne argumenty za koniecznością utrzymania leczenia stomatologicznego w strukturach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego będą miały status musztardy stawianej na stół nie tylko po skończonym, ale także dawno przetrawionym obiedzie.

Podobał się artykuł? Podziel się!

POLECAMY W SERWISACH

Drogi Użytkowniku!

W związku z odwiedzaniem naszych serwisów internetowych możemy przetwarzać Twój adres IP, pliki cookies i podobne dane nt. aktywności lub urządzeń użytkownika. O celach tego przetwarzania zostaniesz odrębnie poinformowany w celu uzyskania na to Twojej zgody. Jeżeli dane te pozwalają zidentyfikować Twoją tożsamość, wówczas będą traktowane dodatkowo jako dane osobowe zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady 2016/679 (RODO).

Administratora tych danych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz w Polityce Prywatności pod tym linkiem.

Jeżeli korzystasz także z innych usług dostępnych za pośrednictwem naszych serwisów, przetwarzamy też Twoje dane osobowe podane przy zakładaniu konta, rejestracji na eventy, zamawianiu prenumeraty, newslettera, alertów oraz usług online (w tym Strefy Premium, raportów, rankingów lub licencji na przedruki).

Administratorów tych danych osobowych, cele i podstawy przetwarzania oraz inne informacje wymagane przez RODO znajdziesz również w Polityce Prywatności pod tym linkiem. Dane zbierane na potrzeby różnych usług mogą być przetwarzane w różnych celach, na różnych podstawach oraz przez różnych administratorów danych.

Pamiętaj, że w związku z przetwarzaniem danych osobowych przysługuje Ci szereg gwarancji i praw, a przede wszystkim prawo do sprzeciwu wobec przetwarzania Twoich danych. Prawa te będą przez nas bezwzględnie przestrzegane. Jeżeli więc nie zgadzasz się z naszą oceną niezbędności przetwarzania Twoich danych lub masz inne zastrzeżenia w tym zakresie, koniecznie zgłoś sprzeciw lub prześlij nam swoje zastrzeżenia pod adres odo@ptwp.pl.

Zarząd PTWP-ONLINE Sp. z o.o.