Zasada palącej się świecy w praktyce stomatologicznej

06-03-2013, 00:51
Nie można siedzieć z założonymi rękami przyglądając się komercjalizacji ochrony zdrowia. Trzeba mieć czas na to, aby dokonać zmiany w zarządzaniu praktyką stomatologiczną. Wszystkim go jednak brakuje. Prostym, chociaż często niezaplanowanym rozwiązaniem jest brak światła spowodowany awarią w elektrowni. 

Przeżywamy modę na nowoczesność. Coraz szybsze tempo życia, oszałamiający postęp technologiczny, zmieniają diametralnie nasze funkcjonowanie zawodowe. Świat robotów zaczyna dominować nad rodzajem ludzkim i w niektórych opowiadaniach science-fiction całkowicie przejmuje kontrolę nad światem. Wizja przyszłości opisywana  w powieściach Lema zaczyna się sprawdzać i wielu z nas funkcjonuje jak nakręceni niewidzialną siłą rynku. Świat biznesu, dzięki dynamicznie rozwijającej się technologii informatycznej, zagościł w naszych głowach, a demokracja połączona z zyskiem jako nadrzędną wartością, w wielu przypadkach czyni spustoszenie w takich zawodach zaufania społecznego jak lekarz, nauczyciel, czy duchowny.

W takiej nowej rzeczywistości przyszło działać zarówno młodym adeptom sztuki stomatologicznej jak i tym lekarzom, którzy od lat wierni przysiędze Hipokratesa z przerażeniem odkrywają, że ich umiejętności medyczne są ograniczane przez coraz bardziej uściślane wymagania administracyjne i finansowe. Pieniądz zaczyna zawłaszczać ideą niesienia pomocy drugiemu człowiekowi i niejednokrotnie zmusza lekarzy do ostrej walki o byt.

Nowoczesne zarządzanie praktyką stomatologiczną to odpowiedź praktykującego lekarza dentysty na wyzwania nowych czasów i w takim sensie rozumiem przenoszenie zasad biznesu do działalności leczniczej. Oby tylko dobro pacjenta, które zgodnie z przysięgą Hipokratesa powinno być na pierwszym miejscu, nie zostało zdominowane przez biurokratyczną machinę towarzyszącą przedsiębiorczości.

Z całym zespołem przy świecy

Zdarza się, że sedno właściwych zachowań z zakresu zarządzania pojawia się przez przypadek na przykład brak prądu w gabinecie.

Dookoła jest ciemno a my gorączkowo szukamy świecy i zapałek. W skąpym świetle odchodzimy od stanowiska pracy i zaczynamy rozmawiać ze sobą. Nie widzimy dokładnie swojej twarzy więc jesteśmy bardziej otwarci na siebie, mówimy o sobie i słuchamy jak inni robią dokładnie to samo. W zespole stomatologicznym czujemy mocniejsze więzi i dowiadujemy się o wiele więcej o asystentce, która czasem ma podobne problemy jak my, pewne rzeczy widzi inaczej, bo ma niekiedy możliwość zdystansowania się od zabiegu lekarskiego. Utrzymuje dłuższy kontakt z pacjentem od momentu kiedy wejdzie do gabinetu, aż do chwili kiedy pożegna się z rejestratorką i opuści poczekalnię . Czasami zażegnuje konfliktowe sytuacje w poczekalni gabinetu, nie zawsze lekarz ma tego świadomość.

Warto zatem regularnie stosować zasadę palącej się świecy bezpośrednio w pracy lub w innych okolicznościach.

Ostatnio, na konferencji dla higienistek i asystentek stomatologicznych, spotkałem lekarza, który przyjechał na zajęcia z całym zespołem. - Takie wspólne wyjazdy bardzo zbliżają - mówił. - Poznajemy się lepiej. Więcej nas łączy, niż dzieli. Czujemy się zgranym zespołem. Wiemy, że możemy na siebie liczyć. Jesteśmy różni i w tym tkwi nasza siła. Mamy swoiste możliwości, inne temperamenty i charaktery. Na takich wyjazdach uczymy się pokory i wzajemnego szacunku Takie podejście łączy nas na dobre i złe. Dzielimy się obowiązkami na miarę swoich kompetencji i każdy z nas stara się robić to co potrafi, jak najlepiej. Na takim wyjeździe mamy czas dla siebie i nie są to zmarnowane pieniądze.  O wiele lepiej zarządzać zgranym zespołem niż takim, w którym każdy ciągnie w swoją stronę -  kontynuował.

Rozmawialiśmy o zespole wspomnianego dentysty przy płomieniu palącej się świecy. Mówiliśmy do siebie, słuchaliśmy siebie wzajemnie. Chwilowy brak prądu to wcale niegłupi pomysł na usprawnienie zarządzania praktyką stomatologiczną. Wypróbujcie go Państwo sami.

Wojciech Krówczyński, specjalista ds. marketingu i zarządzania w stomatologii

wojciech@krowczynski.pl