Bydgoszcz: dzieci mają problemy ze zdrowiem, bo bawiły się odpadami z gabinetu stomatologicznego

en
08-01-2021, 12:22
Dwójka dzieci ma kłopoty neurologiczne związane z leczeniem  eliminującym ryzyko zakażenia po zakłuciu igłami, które trafiły na osiedlowy śmietnik z pobliskiego gabinetu stomatologicznego.

Kilkoro dzieci z bydgoskiego osiedla znalazło za śmietnikiem worek, wyrzucony przez prywatną przychodnię stomatologiczną, a w nim strzykawki i zużyte igły. Ponadto leżały tam stomatologiczne narzędzia i akcesoria, m.in. ślinociągi, brudne od krwi rękawice jednorazowe, gaziki, wyciski do protez zębowych, a do nich były dołączone karteczki z nazwiskami pacjentów. Nawet dokument z pieczątką lekarza z tej przychodni się zawieruszył.

Niestety jeden z chłopców zakłuł się jedną ze znalezionych igieł w klatkę piersiową. Trafił do szpitala zaraz po tym, jak rodzice powiadomili policję o nietypowym znalezisku. Nazajutrz w szpitalu znalazła się także siostra chłopca. - Nikt z policji, sanepidu czy prokuratury, ani przychodni, tym się nie przejął. Córka się przejęła. Postanowiła pozbierać wszystkie igły i strzykawki i je wrzucić do pojemnika. Gdy zaczęła wkładać igły do worka, przez przypadek jedna igła wbiła się jej w nogę; musiała być hospitalizowana, opowiada portalowi NaszeMiasto.pl matka dzieci. 

Dzieci otrzymały w szpitalu lekarstwa, eliminujące ryzyko zakażenia po ukłuciu, miały je przyjmować przez 28 dni po opuszczeniu szpitala. Niestety leki dawały silne skutki uboczne - chłopiec od początku skarżył się, że źle się czuje, miał biegunkę, wymiotował. Bolała go głowa. Serca kołatało. Jednak lekarka zaleciła dokończenie terapii. Natomiast dziewczynka zaczęła chwilowo tracić wzrok. Na szczęście potem oczy wracają do normy. Lekarze rozpoznali u małej pacjentki także uszkodzenie nerwu słuchowego oraz padaczkę polekową. -Matka dwójki dzieci mówi, że gdyby tamtego pechowego dnia one nie znalazły strzykawek i igieł, dzisiaj byłyby zdrowe.  

Prokuratura Rejonowa Bydgoszcz Południe, prowadząca sprawę, zleciła badanie pozostałości znajdujących się w strzykawkach i na igłach.  Z opinii Instytutu Genetyki Sądowej wynika, iż w ani jednej „nie stwierdzono DNA człowieka w stężeniu powyżej progu wykrywalności”. Nie da się wskazać, czy igła miała kontakt z organizmem człowieka. Tyle że te pozostałości po medycznym wykorzystaniu mogły zostać wypłukane przed ich procesowym zabezpieczeniem.

Prokurator postanowił umorzyć śledztwo w sprawie narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo życia i zdrowia małoletnich poprzez umożliwienie im dostępu do strzykawek i igieł medycznych niewiadomego pochodzenia, którymi następnie małoletni zakłuli się podczas zabawy z uwagi na brak czynu zabronionego - przytacza komunikat prokuratury portal NaszeMiasto.pl.

Ale rodzice dzieci nie poddają się. Złożyli zażalenie na postanowienie prokuratury o umorzeniu śledztwa. 

Prezes przychodni stomatologicznej tak komentuje sytuację: Przychodnia za zaistniałe zdarzenie nie ponosi odpowiedzialności, ponieważ rozstrój zdrowia dzieci nastąpił na skutek wadliwego ich leczenia, tj. podania złego leku.

Więcej: naszemiasto.pl