Zastrzec logo czy nazwę gabinetu stomatologicznego?

en
28-10-2020, 12:35
Najlepiej zastrzec i nazwę i logo praktyki stomatologicznej. Trudno przecież przewidzieć, który ze znaków firmowych konkurent będzie chciał imitować. Pełne bezpieczeństwo zapewni przedsiębiorcy rejestracja dwóch znaków towarowych, radzi Mikołaj Lech - rzecznik patentowy.

Co znak towarowy ma wspólnego z nazwą i logo firmy? Znakiem towarowym jest każde oznaczenie, które pozwala wyróżnić  usługę na rynku. Znaki towarowe aby korzystały z ochrony prawnej należy zastrzec w Urzędzie Patentowym, wyjaśnia Mikołaj Lech, prawnik specjalizujący się w prawie własności przemysłowej, zwalczaniu nieuczciwej konkurencji oraz prawie autorskim.

Co ważne, takie oznaczenie zawsze musi być używane komercyjnie. Nie da się zastrzec samej nazwy czy logo. Znak towarowy musi być powiązany z tym na czym przedsiębiorca chce zarabiać.

Robiąc zgłoszenie należy załączyć wykaz towarów i usług według klasyfikacji nicejskiej.
Przykładowo:
Dentysta, który używa nazwy “Pan Ząbek” – powinien wskazać “usługi medyczne”.

Odmian znaków towarowych jest całkiem sporo. Ze statystyk, które publikują urzędy patentowe widać jednak, że 99 proc. zgłoszeń dotyczy tzw. znaków konwencjonalnych. Do tej grupy zalicza się:

nazwę (słowny znak towarowy);
logo (słowno-graficzny znak towarowy);
sygnet/ rysunek (graficzny znak towarowy).

Znaki niekonwencjonalne są mniej praktyczne, bo też mało kto je zgłasza. Zazwyczaj mali i średni przedsiębiorcy stają przed dylematem czy lepiej zastrzec nazwę czy logo firmy. Dopiero kiedy działalność  się rozwinie rozważają ochronę również innych elementów, dzięki którym są  kojarzeni są na rynku np. usług medycznych.

Natomiast znak słowny trudniej zarejestrować. Sama nazwa nie może “łopatologicznie” wskazywać obszaru działalności. Obejściem prawa jest zgłoszenie logo, o ile ma w sobie coś oryginalnego.  By mieć  pewność, że chroniona będzie nazwa gabinetu stomatologicznego, to do rejestracji należy zgłosić znak słowny. 

Czy 30 proc. różnic wystarczy, aby obejść kolizję? Odpowiedź na to pytanie rzecznik patentowy ilustruje następującym przykładem ze swojej praktyki:
Pewien przedsiębiorca zwrócił się o pomoc, kiedy rozstał się ze wspólnikiem. W tle był poważny konflikt. Bał się, że były kolega otworzy firm o podobnej nazwie i zacznie podbierać mu klientów. Na odchodne usłyszał od niego: I tak mi nic nie zrobisz bo wystarczy, że zrobię 30 proc. zmian w logo obejdę prawo.

Nie wiedzieliśmy czy będzie próbował się podszyć pod nazwę czy logo więc do ochrony zgłosiłem mu obie formy. Musieliśmy działać szybko aby być w Urzędzie Patentowym jako pierwsi. To była świetna decyzja bo kiedy tylko zobaczyliśmy nowe logo konkurenta od razu wysłaliśmy mu oficjalne pismo ostrzegawcze. Usunęliśmy też siłą jego stronę na Facebooku, pisze Mikołaj Lech.

Z mitem 30 proc. różnic jest bardzo rozpowszechniony. Panuje przekonanie, że zmiana jednej-dwóch liter w nazwie wystarczy. To samo dotyczy szaty graficznej. Tymczasem ochrona znaku towarowego obejmuje również podobieństwo. Jeżeli tylko potencjalny pacjent może się pomylić, to mamy naruszenie prawa.

Kosmetyczne zmiany zatem nie wystarczą. Można to porównać do dwóch sióstr bliźniaczek z których jedną uczeszemy inaczej. Jaka jest szansa, że nie ktoś nie zauważy, że to siostry?  

 

Więcej: wzoryprzemyslowe-blog.pl