Koronawirus: prof. Adam Antczak - płacimy za błędy

PAP/ms
08-08-2020, 12:21
Mamy niewielki arsenał środków do walki z koronawirusem i musimy z niego korzystać. Ryzyko zakażenia nadal dotyczy wszystkich - powiedział PAP przewodniczący Rady Naukowej Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Grypy prof. Adam Antczak.

- Nie mamy jeszcze szczepionki, ani skutecznego leku na COVID-19, pozostaje nam, więc stosowanie środków zaradczych. Są to: zachowywanie dystansu społecznego, noszenie maseczek i dezynfekcja rąk. Na lockdown trudno będzie sobie już pozwolić, bo jest to rozwiązanie kosztowne - powiedział prof. Antczak.

Od soboty Ministerstwo Zdrowia wprowadziło dodatkowe rygory w 19 powiatach. Projekt rozporządzenia w tej sprawie zakłada wyodrębnienie dwóch stref: czerwonej i żółtej, w zależności od liczby nowych zachorowań na 10 tys. mieszkańców.

W strefie czerwonej obowiązywać będzie m.in. zakaz organizacji targów i kongresów, działania kin, siłowni i sanatoriów, a także zakaz działalności siłowni i klubów fitness, funkcjonowania parków rozrywki i wesołych miasteczek. Liczba osób biorących udział w zgromadzeniach i np. w imprezach rodzinnych nie będzie mogła przekroczyć 50 osób.

W strefie żółtej będzie obowiązywał m.in. limit jednej osoby na 4 mkw. w przypadku imprez takich, jak: targi, wystawy, kongresy czy konferencje. Także w siłowniach i w klubach fitness będzie obowiązywał limit osób - jedna na 4 mkw. Liczba osób biorących udział w zgromadzeniach, a także w spotkaniach innego rodzaju, w tym w imprezach rodzinnych, nie będzie mogła przekroczyć 100 osób.

- Sytuacja jest bardzo różna w różnych regionach Polski i stąd te ograniczenia - powiedział prof. Antczak. Jego zdaniem, zbyt wcześnie w Polsce pozwolono zdjąć maski i nie dochowano dostatecznej staranności, jeśli chodzi o dystansowanie społeczne.

- Spowodowało to myślenie, że choroba nie jest straszna i nas nie dotyczy, bo nikt w naszym otoczeniu nie umarł. Takie myślenie jest błędne, musimy pamiętać, że zachorować może każdy z nas - powiedział prof. Antczak.

Profesor przypomina, że wprawdzie największe ryzyko zgonu dotyczy osób 59 plus, to jednak także u osób młodszych choroba może mieć różny przebieg. Zwraca również uwagę, że osoby młode mogą zarazić innych. - Nie jesteśmy izolowanymi wyspami. Warto uzmysłowić sobie, że zakażony młody człowiek, który nawet o tym nie wie, może zarazić swoją babcię, dziadka czy rodziców i doprowadzić do ich zgonu - powiedział prof. Antczak.

Zdaniem profesora, nadal niebezpieczne jest branie udziału w imprezach masowych czy uczestniczenie w weselach. - Są na to dowody epidemiologiczne, że do zakażeń dochodzi tam, gdzie jest dużo ludzi - powiedział. - Wesela, z epidemiologicznego punktu widzenia, nie powinny się w ogóle odbywać, a jeśli już, to powinny być znacznie ograniczone. Kiedy pije się alkohol, zbliża się do siebie, tańczy to takie zachowanie sprzyja zakażeniu koronawirusem - dodał.

Tym, którzy nie chcą zrezygnować z organizowania przyjęcia weselnego, profesor doradza ograniczenie liczby gości i czasu trwania przyjęcia. W miarę możliwości należy zadbać chociaż o częste wietrzenie pomieszczeń i zachowanie dystansu społecznego. - Ograniczenie do 50 osób jest słuszne. Jeżeli nie zastosujemy się do zaleceń, będziemy mieli rozwój epidemii - powiedział prof. Antczak.

Profesor przestrzega również przed rezygnowaniem z noszenia maseczek. - Ci, którzy plotą androny, mówiąc, że nosić maseczek nie trzeba lub że szkodzą one zdrowiu, robią po prostu złą robotę - powiedział. Noszenie maseczek to jeden ze sposobów zapobiegania szerzeniu się epidemii. - Przeciwskazań do noszenia maseczek praktycznie nie ma. Jestem pulmonologiem i zaświadczenia o zwolnieniu z noszenia maseczki do tej pory żadnemu pacjentowi jeszcze nie wydałem - zaznaczył.

Dodał, że nawet choroby obturacyjne układu oddechowego nie są przeciwskazaniem do noszenia maseczek. - Maseczka chirurgiczna może powodować pewien dyskomfort, ale nie utrudnia wentylacji - powiedział.

Zdaniem profesora, sankcje dla osób, które nie przestrzegają przepisów powinny być zaostrzone. - Nie jest to wyłącznie osobista sprawa, ale dotyczy bezpieczeństwa nas wszystkich - powiedział.

Dodał, że Polacy powinni brać przykład z Włochów, którzy odrobili lekcję z pandemii, bo pamiętają upiorne chwile z Bergamo, gdzie ciała zmarłych na Covod-19 trzeba było wywozić ciężarówkami z miasta, gdyż brakowało miejsca na lokalnych cmentarzach. - Tam kultura zachowania jest zupełnie inna, widać, że ludzie zrozumieli, że trzeba przestrzegać przepisów, bo nie jest to niczyj wymysł, a konieczność - powiedział.

Monika Witkowska