Odpowiedzialność urzędników i medyków: filozofia Kalego dotarła do polskiego prawa

ms
03-08-2020, 07:48
Lekarz dentysta Grzegorz Skrzypek pyta wiceministra zdrowia Janusza Cieszyńskiego o przyczyny, dla których uważa, że „jego ludzie” nie mogą być oskarżeni o przekroczenie uprawnień w sytuacji, w której działają w celu ratowania zdrowia i życia, a jednocześnie moralnie właściwe jest, aby taką presję w stosunku do lekarzy akurat zwiększać?

Grzegorz Skrzypek wystosował pismo do wiceministra zdrowia Janusza Cieszyńskiego o treści:

Po latach tego, jak państwo polskie traktuje lekarzy, trudno być czymkolwiek zaskoczonym.

A jednak wypowiedź Pana Ministra z ostatnich dni wprawiła mnie w zdumienie.

Jako polski lekarz pozwalam sobie skierować pytanie do Pana Ministra, gdyż naprawdę jestem ciekaw (a zapewne również bardzo wielu innych lekarzy), jakie rozumienie zasad moralnych stoi za tym. co wyprawia obecny rząd?

Tak się złożyło, że kolejne ustawy, stanowiące przepisy tzw. tarcz, uregulowały dwie kwestie. Jedną z nich zwiększono odpowiedzialność karną nas lekarzy w przypadku, gdy nieumyślnie popełniony zostanie błąd medyczny. Drugą zniesiono odpowiedzialność karną urzędników w okresie epidemii.

Uzasadniając sprawiedliwość tego drugiego rozwiązania Pan Minister w ostatnich dniach tłumaczył:

„Chodziło o to, aby moi ludzie nie musieli działać, ze świadomością, że grozi im wieloletnie postępowanie przed sądem. Nikt nie zasługuje na oskarżenia o przekroczenie uprawnień w sytuacji, w której działał w celu ratowania zdrowia i życia. /.../ To nie kwestia strachu, tylko świadomości, że istnieje odpowiedzialność karna. Oczekiwanie, że nawet urzędnik wykonujący rzetelnie swoją pracę będzie ryzykował własną wolnością, jest nadużyciem".

Czy mógłby Pan Minister wyjaśnić jaka argumentacja stoi za tym, iż moralnie niedopuszczalne jest. aby urzędnik musiał działać „ze świadomością, że grozi im wieloletnie postepowanie przed sądem"? Natomiast moralnie właściwe jest, by taką presję w stosunku do lekarzy akurat zwiększać?

Czyżby Pan Minister uważał, że komfort psychiczny urzędnika przy biurku był bardziej godny ochrony, niż lekarza przy stole operacyjnym? A może tajemnica tkwi w sformułowaniu „moi ludzie"?

Urzędnicy ministerstwa, to są ludzie Pana Ministra, w związku z czym dotyczą ich inne zasady moralności, niż lekarzy i swoją drogą, ciekawe "moi ludzie" dla ministra zdrowia to urzędnicy, a nie lekarze. Ratują zdrowie i życie bardziej urzędnicy, niż lekarze.

W codziennym zgiełku politykierskich zagrywek i interesów, niknie niekiedy rzecz najważniejsza. Prawo nie oparte o zasady moralne, staje się bezprawiem. Stąd moje pytanie: jaka reguła moralna stoi za tym, iż praktycznie w tym samym czasie polski rząd przedłożył te dwa rozwiązania?

Potrafi Pan Minister wyjaśnić ten moralny aspekt, czy też lekarze, ale i wszyscy Polacy muszą przyjąć do wiadomości, iż polskie prawo zupełnie oficjalnie rozróżnia nadludzi i podludzi? Z tego powodu nie ma jednych zasad moralnych i równego dla wszystkich prawa?