Nie ma wielu chętnych lekarzy do walki z nowymi epidemiami

kan
20-07-2020, 10:00
Epidemia COVID-19 ujawniła braki w kraju dotyczące zabezpieczenia na wypadek chorób zakaźnych. Okazało się jednak, że nie tylko potrzebna jest pilna modernizacja oddziałów zakaźnych tak, aby przygotować się na kolejne niebezpieczne epidemie. Oto maleje liczba specjalistów chorób zakaźnych, a młodzi lekarze niechętnie specjalizują w tej dziedzinie.

Polska przez lata miała stabilną sytuację epidemiologiczną. Nawet, gdy nie tak dawno inne państwa walczyły z odrą, u nas ten problem przybrał zdecydowanie mniejszą skalę. 

Przed pandemią w kraju działało 10 oddziałów izolacyjnych zakaźnych dla najbardziej groźnych przypadków. W 85 podmiotach leczniczych funkcjonowały zaś oddziały o profilu zakaźnym, na których znajdowało się ponad 2 tys. łóżek.

Pandemia obnażyła braki systemu
Kiedy w Polsce pojawił się koronawirus okazało się, że nasz system nie jest jednak najlepiej przygotowany na epidemie nowych, agresywnych chorób zakaźnych. Wymagał pilnej przebudowy. W kraju brakowało łóżek zakaźnych, na ich potrzeby przekształcono więc szpitale i inne oddziały. Brakowało też środków ochrony osobistej i kadry przygotowanej do walki z nowym wirusem.

Doświadczenia ostatnich miesięcy sprawiły, że obecnie w kolejnych szpitalach zaczęto myśleć o odtworzeniu oddziałów zakaźnych lub rozbudowie działających. 

Niestety są województwa , gdzie od lat nikt nie zgłasza się na specjalizację w dziedzinie chorób zakaźnych. Obecnie mała liczba osób rozpoczynających specjalizację nie zastąpi naturalnego odchodzenia kadry. Średni wiek lekarzy tej specjalności przekracza obecnie 60 lat.

Resort zdrowia potwierdza, że ma świadomość iż w kraju co roku niewykorzystana pozostaje duża pula miejsc rezydenckich w dz. chorób zakaźnych, chociaż podjęto wiele działań w celu zainteresowania tą specjalizacją lekarzy kończących studia.  Specjalizacja m.in  została uznana za priorytetową, a przez to lepiej płatną, ale póki co nie wiele to pomogło.

W opinii ekspertów spadek zainteresowanie specjalizacją to efekt tego, że na dorobienie w prywatnym gabinecie zakaźnik nie może liczyć, a likwidacja deficytowych oddziałów spowodowała, że wielu lekarzy zaczęło mieć problemy z zatrudnieniem i musiało zdobyć dodatkową specjalizację aby móc w ogóle pracować.

W opinii dr. Pawła Grzesiowskiego, eksperta w dziedzinie profilaktyki zakażeń, małe zainteresowanie specjalizacją w dziedzinie chorób zakaźnych wynika z tego, że wizerunkowo i funkcjonalnie nie spełnia oczekiwań nowoczesnej medycyny. Jak uważa, dziś potrzebujemy znacznie szerszego zakresu tej specjalizacji - medycyna zakażeń czy infekcjologia kliniczna, powinna zastąpić klasyczną specjalizację chorób zakaźnych.

Co nas dziś czeka w przypadku na nowej fali epidemii?
- W szczycie epidemii zostało utworzonych 22 szpitali jednoimiennych zakaźnych w Polsce. Teraz stopniowo ograniczmy liczbę szpitali jednoimiennych w niektórych regionach, by przywrócić w nich wieloprofilową działalność. Jesienią spodziewamy się, że znów może zwiększyć się liczba zakażeń, dlatego średnio połowa łóżek w szpitalach jednoimiennych nadal będzie czekać na pacjentów zakażonych - informuje o bieżącej polityce resortu zdrowia Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska. 

Zdaniem dr. Pawła Grzesiowskiego dziś przed nami stoją nowe wyzwania dotyczą zaplecza szpitalnego.

- Nie mam przekonania czy dziś należy zwiększać liczbę szpitali zakaźnych w kraju. Raczej należy przygotować większość placówek do elastycznego przekształcenia istniejących oddziałów w odcinki izolacyjno-obserwacyjne na wypadek pojawienia się takich chorych - rozważa.

Zaznacza: - Z pewnością należy zabezpieczyć odpowiednią liczbę łóżek izolacyjnych w każdym regionie. Racjonalne wydaje się uruchamianie w szpitalach jak największej liczby sal 1-2 łóżkowych z węzłem sanitarnym i śluzą, a na SOR-ach utrzymanie dwóch oddzielnych ścieżek diagnostycznych, w tym jednej tzw. brudnej dla pacjentów zakaźnych, a drugiej - tzw. czystej - dla pacjentów bez objawów infekcji.

Więcej: rynekzdrowia.pl