Korowód wyjaśnień dlaczego nie było recepty po interwencji stomatologicznej

ms
20-06-2020, 11:04
Pojawiły się wyjaśnienia Brzeskiego Centrum Medycznego dlaczego ośmiolatka z Brzegu, która przeszła zabieg stomatologiczny, nie mogła otrzymać antybiotyku.

Sygnalizowaliśmy, że ośmioletnia dziewczynka przeszła zabieg stomatologiczny. Dentysta poinformował, że w obliczu powikłań należy udać się do lekarza dyżurującego po receptę na antybiotyk. Powikłania - w postaci opuchlizny i gorączki - niestety pojawiły się. Sytuację tę opisywał szczegółowo portal brzeg24.pl.

W nocy ojciec dziewczynki udał się do dyżurującego medyka po receptę. Lekarka - według relacji rodzica - odmówiła wystawienia recepty, komentując całą sytuację, że jedyne, co wie o zębach, to ile dziecko ich ma.

Próbę uzyskania recepty ponowiła matka dziecka. I tym razem lekarka stwierdziła, że żadnej recepty nie wypisze, utrzymując iż receptę powinien wypisać lekarz, który rozpoczął leczenie.

Lekarka twierdziła, że nie będzie brała odpowiedzialności za leczenie. Odesłała kobietę na dyżur stomatologiczny.

Po ostrej wymianie zdań lekarka zadzwoniła na policję i zgłosiła czynną napaść.

Skarga na postępowanie lekarki z Brzegu została skierowana do: starosty powiatu brzeskiego, dyrektora Brzeskiego Centrum Medycznego, opolskiego oddziału NFZ oraz Okręgowego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej Opolskiej Izby Lekarskiej.

Do całej tej sytuacji odniósł się dyrektor Brzeskiego Centrum Medycznego Kamil Dybizbański. W jego ocenie recepta nie mogła być wypisana, gdyż ojciec i matka przybyli do lecznicy bez chorego dziecka. Ten fakt w sposób zdecydowany wpłynął na zachowanie dyżurującego lekarza, który zgodnie z obowiązującymi przepisami nie miał prawa wypisać recepty na antybiotyk dla córki. Nieobecność pacjentki w tym przypadku uniemożliwiała lekarzowi jakiekolwiek działania. Gdyż nie był to przypadek kontynuacji leczenia.

Dyrektor wskazał, że w tej sytuacji właściwym działaniem byłoby udanie się pod adres ZUM KAMMED ul. Ziemi Tarnowskiej 3, który pełni dyżur stomatologiczny.

Matka chorej dziewczynki wyjaśniła, że gdyby lekarka zechciała zobaczyć dziecko, to byłoby to możliwe w ciągu pięciu minut, bo mieszka tuż obok szpitala. Niestety taka propozycja nie padła. Poza tym córka miała wysoką gorączkę i zapewne nie zostałaby wpuszczona do szpitala ze względu na pandemię koronawirusa.

Skarżąca się kobieta zapewniła, że telefon na dyżur stomatologiczny był pierwszym, który został wykonany w tej trudnej sytuacji. - Niestety, dyżur ten funkcjonuje chyba tylko na stronach NFZ, bo nikt nie odbiera tam telefonu – pisze kobieta.

- Nie jestem matką czerpiącą dochody z zasiłków socjalnych. Ciężko pracuję i żądam, aby pomoc opłacana z moich podatków była faktyczną pomocą, a nie fikcją – tak matka skomentowała uzyskane wyjaśnienia.

Więcej: brzeg24.pl