Pandemia jako sprawdzian dla lekarzy

en
10-06-2020, 13:04
Pandemia pokazała, że medycy nie są wojskiem, a co najwyżej pospolitym ruszeniem - wyposażonym w idee pomocy chorym, ale często bez profesjonalnego sprzętu. Czy strażakowi każe się gasić pożar "gołymi rękoma", bo zabrakło wody, hełmów i kombinezonów? - mówi dr Łukasz Jankowski, prezes OIL w Warszawie w rozmowie z Rynkiem Zdrowia.

Czy w medycynie jest punkt, w którym kończy się zawodowy obowiązek ratowania życia i zdrowia chorych, a zaczyna uzasadniony strach lekarza o samego siebie?

Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta - i to nawet z prawniczego punktu widzenia. Jak tłumaczy mec. Marcin Bogdanowicz, adwokat z Kancelarii Prawa Prywatnego i Medycznego w Warszawie, orzecznictwo sądów jest w tym zakresie bardzo skąpe, a wątpliwości interpretacyjne mają nawet prawnicy. 

- Przede wszystkim zmiany wymaga art. 210 § 5 Kodeksu pracy, który wyłącza prawo personelu medycznego do odmowy pracy. Traktowanie tego przepisu dosłownie jest moim zdaniem niekonstytucyjne, narusza istotę praw lekarzy do zdrowia, życia, godności. Jego sformułowanie myli wieli prawników, którzy tego nie dostrzegają. Epidemia ukazała potrzebę wprowadzenia w nim koncepcji ryzyka nieakceptowalnego - zwraca uwagę.

Adwokat przyznaje, że owszem - lekarz godzi się na ryzyko (także to podwyższone) wstępując do zawodu, a ponieważ jego zadaniem jest ratowanie innych – nie może po prostu „zejść z pola walki”. Podkreśla jednak, że ryzyko nieakceptowalne to najwyższy pułap i wówczas lekarz „może odmówić pracy od kolejnego dnia roboczego, koniecznie uprzedzając o tym przełożonego”. Zdaniem Bogdanowicza medyk nie popełnia przestępstwa wtedy, gdy jest bardzo prawdopodobne, że dozna ciężkiego uszczerbku na zdrowiu lub straci życie.

- Wydaje się, że brak środków ochrony indywidualnej przy pracy z pacjentami COVID-19 spełnia tę przesłankę. W przypadku zakażenia koronawirusem umiera w Polsce co 20-25 osoba. To dużo. Dlatego moim zdaniem każdy ma prawo obawiać się, że COVID-19 będzie śmiertelny także dla niego, a z pewnością dotyczy to osób z grupy ryzyka - podsumowuje adwokat.

Przypomina, że choć w kilku wyrokach (II UKN 395/00, I PKN 584/99 i II UKN 280/99) Sąd Najwyższy potwierdził, że zakażenie żółtaczką (wirusem HBV) nie daje podstawy do odmowy pracy, to wcześniej nie było sytuacji podobnej do epidemii COVID-19.

Bohaterzy i dezerterzy, brawa i ostracyzm
Gdy wybuchała epidemia koronawirusa w Polsce i pojawiła się sieć jednoimiennych szpitali zakaźnych, część lekarzy „uciekła” z systemu, podpierając się bardziej lub mniej wiarygodnymi powodami lub wprost ignorując np. nakazy pracy wojewodów. Wielu spotkało się wówczas z ostracyzmem - głównie społecznym; innych prokurator generalny i minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro straszył odpowiedzialnością karną.

- Łatwo jest wydawać sądy z pozycji wygodnej kanapy i miękkich kapci, podczas gdy ci osądzani stoją w obliczu bardzo trudnych wyborów, których nie muszą i często nigdy nie musieli dokonywać osądzający. Nie można zapominać, że lekarz to człowiek z krwi i kości, a nie tylko rola zawodowa i jej abstrakcyjny, normatywny wzór, zawierający listę powinności i oczekiwań. Ma więc też swoją „ludzką”, nie tylko „zawodową” racjonalność - zwraca uwagę dr Krzysztof Puchalski, socjolog zdrowia w Instytucie Medycyny Pracy w Łodzi.

"Zachowawczych" lekarzy broni też Łukasz Jankowski. - Medycy nie boją się koronawirusa. Pracujemy z różnymi patogenami na co dzień, ale przecież nie bez środków ochrony indywidualnej! Czy strażakowi każe się gasić pożar „gołymi rękoma”, bo zabrakło wody, hełmów i kombinezonów? Do pełnego obrazu sytuacji brakuje jeszcze, by w trakcie takiej walki z żywiołem przełożeni zaczęli bić mu brawo. Wygląda znajomo, prawda? - mówi szef OIL w Warszawie.
 

Prof. Antonina Ostrowska, socjolog medycyny w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN, zwraca uwagę, że w takich sytuacjach jak epidemia koronawirusa przepracowanie i kumulująca się odpowiedzialność za los wielu pacjentów, o których trzeba zadbać mimo nieadekwatnych, trudnych warunków leczenia, powodują napięcie. - Objawia się ono reakcją ucieczkową i chęcią przerzucenie odpowiedzialności na innych - zwłaszcza jeżeli towarzyszy temu lęk o własne życie. Szczególnie nieprzygotowani są młodzi lekarze, którzy często nie znajdują wsparcia u bardziej doświadczonych, starszych kolegów - wyjaśnia.

- Gdy okazało się, że będziemy jednoimiennym szpitalem zakaźnym, pewna bardzo niewielka część lekarzy zaczęła unikać pracy z zakażonymi pacjentami. Oczywiście to ich indywidualna decyzja i mają do niej prawo. Nie oceniam też powodów, które nimi kierowały. Ja jednak miałbym trudność, by z tymi osobami nadal pracować w jednym zespole. Dlaczego? Ponieważ wiem, że w sytuacji zagrożenia mogą zostawić mnie czy innych kolegów z problemem i narazić na sporo większe ryzyko - mówi Rynkowi Zdrowia dr Konstanty Szułdrzyński, kierownik Centrum Terapii Pozaustrojowych Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie i lekarz, który został reporterem - wyposażony w kamerę stworzył dla TVN24 cykl materiałów filmowych, pokazując „zza kulis” pracę medyków podczas epidemii.

Zawód lekarz: już tylko dobrze płatna praca?
Czy bycie lekarzem to nadal misja, powołanie, czy może tylko bardzo dobrze płatny zawód? Co w dzisiejszych czasach oznacza - i powinno oznaczać - bycie w medycynie bohaterem? O to zapytaliśmy prof. Pawła Łukowa, kierownika Centrum Bioetyki i Bioprawa Uniwersytetu Warszawskiego.

- To fałszywa alternatywa. Zawód lekarza to nie zawodowe bohaterstwo. Ale też nie zawód jak każdy inny. Opiera się na przywiązaniu do wartości, które nie sprowadzają się do korzyści własnej lub satysfakcji. Dobra pacjenta nie da się zredukować do dobra lekarza. Stąd profesja ta wymaga bezinteresowności - a ta czasem może wymagać ryzykowania dobrem własnym. Kiedyś nazywano to misją lub powołaniem, dzisiaj mówimy o profesjonalizmie medycznym - ocenia.

W tej sytuacji lekarz sam musi odpowiedzieć sobie na pytania typu: Czy moje przywiązanie do troski o dobro pacjenta – nie po prostu o moje dobro – pozwala mi na pracę w takich warunkach? Czy odmawiając udziału w utrzymywaniu status quo (niedomagającego systemu - red.), wypełniam swoje dobrowolne zobowiązanie wobec chorych? - mówi prof. Paweł Łuków.

Dr Szułdrzyński zauważa, że obecnie „bycie lekarzem trochę stało się zawodem jak każdy inny”. - Ludzie idą na studia medyczne, bo kuszą ich wysokie zarobki, które należą się za ponoszenie dużej odpowiedzialności za stan zdrowia „klienta”. Trzeba jednak pamiętać, że jeśli chce się mieć także tzw. pozycję społeczną, to estyma z czegoś musi wynikać - tłumaczy. Ta - według Szułdrzyńskiego - bierze się nie tylko z ciężaru decyzji, które się podejmuje i które dotyczą pacjenta, ale też, czasem, z zagrożenia osobistego.

Zwraca uwagę, że wypełniania misji, odpowiedzialności, oczekuje się od lekarzy niejako z automatu, natomiast nie wymaga się tego od administracji szpitali czy decydentów na różnych szczeblach - mimo że także od ich decyzji zależy bezpieczeństwo i pacjentów, i personelu.

Więcej: rynekzdrowia.pl