Po co komu dentysta leczący „na NFZ”?

ms
03-06-2020, 13:54
Coraz częściej świadczeniodawcy, przyjmujący pacjentów szukających pomocy stomatologicznej w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego, czują się jak latarnicy, którzy tkwią na stanowisku, aby uchronić ludzi od tragedii. Kto od nich oczekuje takiego poświęcenia?

Pacjenci?
Po zdarzeniach związanych z wybuchem epidemii koronawirusa można dojść do wniosku, że cierpiących na ból zęba nie bardzo interesuje, iż są sytuacje uniemożliwiające uzyskanie szybkiej, fachowej i „bezpłatnej” pomocy: bo system, bo warunki, bo obawy. Obrazki obywateli śpiewających i klaszczących ku pokrzepieniu serc medyków szybko bledną, pozostaje hejt i donosy, na które reagują (bo muszą) UOKiK lub Rzecznik Praw Pacjenta.

W tej sytuacji muszą czuć się nie najlepiej dentyści, którzy w witrynie gabinetu umieścili wywieszkę „NFZ” twierdząc, że wciąż wielu Polaków nie stać jest na wpłacanie pieniędzy zasilających NFZ i wykładanie jednocześnie kolejnych kwot na prywatne leczenie.

Tak jest istotnie, ale grzebanie publicznej stomatologii, co dzieje się od lat, nie wywołuje masowych protestów ze strony pacjentów.  Pacjentów, którzy wciąż nie są uświadomieni, że konsekwencją problemów z jamą ustną są poważne reperkusje dla całego organizmu. Nie ma zatem stowarzyszeń pacjentów na wzór diabetyków, czy chorych onkologicznie, które mogłyby tworzyć wsparcie w walce o finansowanie gwarantowanych świadczeń stomatologicznych.

Publiczny płatnik?
Nie raz, nie dwa  w przestrzeni publicznej pojawia się komunikat, że podpisywanie umów z NFZ nie jest obligatoryjne i jeśli świadczeniodawca czuje się w takiej relacji niekomfortowo - nie musi być stroną umowy. Taka niekomfortowa sytuacja wydarzała się najczęściej w doraźnej pomocy stomatologicznej. W tego rodzaju świadczeniach deficyt jest najbardziej widoczny. OW NFZ co i raz ogłaszają konkursy (tak, a nie inaczej wycenione), po czym komentują finał, że niestety dentyści nie są zainteresowani pracą z pacjentem na warunkach, które są i tak lepsze niż w innych regionach Polski. To zrucanie odpowiedzialności na stronę postawioną pod murem.

Samorząd lekarzy dentystów?
Korporacja zrzesza lekarzy i lekarzy dentystów, a wśród nich tych związanych z NFZ i tych, którzy takich doświadczeń nie mają (lub mieli, ale szybciej lub później wyciągnęli stosowne wnioski z takich doświadczeń). Nie jest to komfortowa sytuacja, gdyż oczekiwania płacących składki członkowskie nie tylko nie są paralelne, ale bywają rozbieżne. To zdecydowanie utrudnia efektywną pracę, bo nie jest ona wspomagana jednorodna grupą nacisku.

Świadczeniodawca związany kontraktem z NFZ?
Niech oceną sytuacji będą gorzkie słowa lekarza dentysty Lidii Zaleskiej, która wiele o kondycji zawodu wykonywanego w kooperacji z NFZ opowiedziała Sławomirowi Zagorskiemu z OKO.press.

Dlaczego nam na tym zależy i nie chcemy odchodzić do sektora prywatnego? Pojawiają się bardzo różne odpowiedzi. Część po prostu lubi robić to, co robią. Inni, uważają, że ludziom korzystającym z NFZ też się coś należy. Uważam, że moja praca dla pacjenta, któremu usunę ząb, bo go boli, bo już się nie da z nim nic zrobić i on wyjdzie z gabinetu zadowolony, jest tak samo ważna, jak to, że ktoś otrzyma cztery korony porcelanowe i będzie miał piękny uśmiech.

Nasza praca jest po prostu potrzebna, ale to takie górnolotne tłumaczenie. Takich Judymów jednak jest trochę. Ja sama się przyznaję, że lubię moją pracę i lubię tych pacjentów, którzy do mnie przychodzą. Mam trochę taką wizję zbawiania świata, co odbija się też w mojej działalności społecznej.

Kolejne motywacje są dużo bardziej prozaiczne. Po prostu, pracując na wsi, w małym miasteczku, część z nas obawia się, czy utrzyma to wszystko, co ma, tylko z prywatnych przyjęć. Czy będzie tylu chętnych do leczenia się prywatnie. Wielu z nas, lekarzy, ma problem z poproszeniem pacjenta o zapłatę.

Natomiast czujemy się coraz bardziej zmuszeni do rezygnacji z pracy na NFZ, bo – jak mówiłam – to nasz jedyny możliwy protest. Nawiasem mówiąc podobno jedna z dyrektorek oddziału NFZ powiedziała, że jak nam nie idzie, to znaczy, że jesteśmy nieporadni. Że sobie nie radzimy.

Odnosimy wrażenie, że to nam – dentystom – znacznie bardziej zależy na tej pracy niż państwu. Bo z niektórymi pacjentami jesteśmy po 20 lat. Leczymy ich dzieci, a kiedy zaczynaliśmy oni byli dziećmi. I jak ja mam im teraz powiedzieć: słuchajcie teraz to już musicie nam płacić i wtedy będziemy was leczyć.

Wypowiedź zaczerpnięta z oko.press