Czas epidemii sprzyja hejterom, czyli słów kilka o hejcie na lekarzy dentystów

ms
18-05-2020, 09:02
Do redakcji infoDENT24.pl lekarze dentyści kierują słowa sprzeciwu wobec fali hejtu wylewanej na nich przez rozżalonych pacjentów - głównie za pobieranie opłat tzw. epidemicznych. Stomatolodzy znaleźli się w dobrym towarzystwie: lekarzy, ratowników medycznych, pielęgniarek, diagnostów, ale także górników. Przygnębiającą - bo nie mogło być inaczej - diagnozę sytuacji, z punktu widzenia lekarza dentysty, przedstawia dr n. med. Agnieszka Ruchała-Tyszler. Pacjenci powinni to przeczytać, przeczytać i wreszcie zrozumieć.

Agnieszka Ruchała-Tyszler: lekarz dentysta z 20-letnim stażem, doktor nauk medycznych, specjalista z protetyki stomatologicznej, pracownik badawczo-dydaktyczny w Pomorskim Uniwersytecie Medycznym w Szczecinie, samorządowiec od ponad 20 lat.

Czas zarazy wywołuje stres, który może przybierać różne formy. Strach, lęk przed nieznanym, niepokój o własne zdrowie, przyszłość swoją i bliskich, wyzwala różnorakie negatywne emocje.

Więc jak upuścić tą złą energię? Najłatwiej w internecie. Będąc anonimowym można wykrzyczeć nienawiść, można kogoś opluć, zwyzywać, obrazić i ocenić. Czemu nie? Można pozbyć się złej karmy.

Na co dzień hejt dotyka głównie polityków różnego szczebla, ale w dobie koronawirusa na muszkę bierze się nowe cele.

Za sprawą telewizji, żeby było jasne, nie tylko publicznej, na tapetę trafili więc także lekarze dentyści. Jestem pod wrażeniem nierzetelnego dziennikarstwa. Zarówno TVN, Polsat jak i TVP powinny mieć wiele sobie do zarzucenia. Dlaczego? Media pokazują wizerunek lekarza dentysty jako tego pazernego, nieczułego na krzywdę, żądnego chęci zysku, wykorzystującego tragiczną sytuację Polaków - prywaciarza. Bez litości, bez skrupułów złupi biedaka „co to mu plomba wypadła”.

A gdzie druga strona medalu?

W czasach koronowirusa zostaliśmy sami. W myśl powiedzenia - jeśli umiesz liczyć licz na siebie, od 7 marca sami musieliśmy zadbać o siebie, ale przede wszystkim o naszych pacjentów.

Aby móc leczyć, musimy na rynku prywatnym zaopatrywać się w środki bezpieczeństwa. Ich ceny wzrosły kilkusetkrotnie, gdyż hurtownie od 7 marca (dzień ogłoszenia przez ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego stanu epidemicznego w całym kraju) zaopatrywały głównie szpitale.

Nasza praca przypomina przysłowiową już „pracę górnika na przodku”. Poubierani w warstwy: fartuch, kombinezon, flizelina i folia, maseczki FFP, przyłbice i czepki, pracujący w oparach zakaźnego areozolu i szkodliwych środków dezynfekcyjnych - mozolnie spełniamy swoje powołanie.

Wykluczeni medialnie poza status personelu medycznego, zaniedbani przez rząd, ministerstwo, instytucje samorządowe, dzień po dniu realizujemy naszą misję. Nie uciekamy z posterunku. Nie zostajemy w domu. Oferujemy swoją gotowość. Chcemy leczyć i robimy to nie patrząc na własne straty materialne.

Nie aplikujemy o bohaterstwo, nie żądamy braw, chcemy godnie wykonywać nasz zawód.