Czym tak na prawdę dezynfekujemy dłonie?

ms
29-04-2020, 11:48
Na wytwarzanie preparatów wirusobójczych decyduje się coraz więcej firm, chcąc wykorzystać zwielokrotniony przez epidemię popyt. Jaka jest jakość nowych środków wirusobójczych?

Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że jedynie produkty antywirusowe (w odróżnieniu od popularnych żeli antybakteryjnych) są skutecznym środkiem w walce z koronawirusem, ale świadomość tych zagadnień stopniowo się zwiększa.

Przyjmując, że opakowanie 50 ml w okresie pandemii wystarcza przeciętnemu użytkownikowi na ok. 3 doby skutecznej dezynfekcji rąk, łatwo policzyć, że zużywa on około 0,5 l środków miesięcznie. Prosta arytmetyka pozwala więc oszacować zapotrzebowanie na około 15 milionów litrów w skali miesiąca. A wyliczenie dotyczy wyłącznie indywidualnych użytkowników (nie obejmuje rynku profesjonalnego) i zużycia na potrzeby dezynfekcji rąk.

Nowe możliwości
Epidemia i związane z nią ogromne zapotrzebowanie na preparaty do dezynfekcji spowodowały zawieszenie na 180 dni bardzo rygorystycznych przepisów dotyczących sposobu rejestracji środków wirusobójczych wytwarzanych na rynek konsumencki. Zniesiono też obowiązek stosowania do ich produkcji wyłącznie certyfikowanych surowców, co oznacza, że można obecnie wykorzystywać alkohol o przeznaczeniu przemysłowym, a nie farmaceutycznym.

Celem tych decyzji miało być zwiększenie podaży preparatów dezynfekcyjnych i rzeczywiście wiele firm spoza branży (np. takich produkujących dotychczas – uwaga! – spryskiwacze do szyb) postanowiło wykorzystać dobrą koniunkturę oraz łagodniejsze procedury i wprowadzić do swojego asortymentu środki wirusobójcze. Doraźny efekt zaspokojenia popytu został przynajmniej częściowo osiągnięty, ale czy konsumenci wiele na tym zyskali? To pytanie wymaga nieco uważniejszej analizy.


Żadnych kompromisów
Przede wszystkim trzeba zastanowić się, czym różnią się produkowane na doraźną potrzebę i wprowadzane obecnie do sprzedaży preparaty od tych istniejących na rynku od lat.

- Zanim nowy produkt zostanie dopuszczony do obrotu, przechodzi proces certyfikacji, który w przypadku środków przeznaczonych do szpitali trwa trzy lata. Jego skład i jakość są testowane w akredytowanych laboratoriach, nawiasem mówiąc znajdujących się poza granicami Polski – najbliższe funkcjonują w Niemczech. Celem tych drobiazgowych procedur jest wytworzenie możliwie najbardziej bezpiecznego i skutecznego preparatu, który posłuży do odkażania narzędzi chirurgicznych, przestrzeni sali operacyjnej itp. – mówi lekarz wirusolog Waldemar Ferschke, wiceprezes Medisept.

Procedury pod lupą
A jak pod względem jakości wypada tak zwana nowa dezynfekcja, czyli środki pojawiające się na rynku w wyniku czasowego zawieszenia procedur związanych z rejestracją? Urząd Rejestracji Produktów Biobójczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Leczniczych dopuścił do obrotu około 1000 produktów mających właściwości wirusobójcze i wytworzonych na bazie alkoholu (co najmniej 60% alkoholu w składzie). Jednak tylko niektóre z nich mają pożądane właściwości.

– Nie traktujemy firm wchodzących obecnie masowo do branży jako swojej konkurencji, bo ich produkty mają się nijak do naszych. Obserwujemy to, w jaki sposób zniesienie barier legislacyjnych i wymogów jakościowych dewastuje rynek, dając krótkoterminowo efekt zaspokojonej podaży. Natomiast korzyścią wypływającą z obecnej sytuacji niewątpliwie jest podniesienie świadomości ogółu społeczeństwa na temat konieczności i znaczenia dezynfekcji również z naszym codziennym otoczeniu, w domu i pracy – mówią Przemysław Śnieżyński i Waldemar Ferschke z Medisept.  

W tej chwili na rynku panuje duży chaos, pojawiło się sporo wyprodukowanej naprędce konkurencyjnej cenowo tzw. nowej dezynfekcji. Kiedy sytuacja nieco się ustabilizuje i konsumenci zyskają większe rozeznanie co do jakości dostępnych produktów, zaczną poszukiwać preparatów zapewniających największe bezpieczeństwo, skuteczność i najlepsze właściwości. Dobra marka sama się obroni.