Naukowcy z UMK: testują leki mogące pomóc w walce z koronawirusem

PAP/ms
01-04-2020, 17:57
Naukowcy z Collegium Medicum UMK rozpoczynają badania kliniczne leków, które mogą pomóc w walce z epidemią wywołaną przez koronawirusa SARS-CoV-2. Leki kardiologiczne mogłyby pomóc osobom we wczesnej fazie choroby oraz jeszcze niezarażonym.

Pierwszy z testowanych leków kardiologicznych miałby pomóc w łagodzeniu i skróceniu przebiegu choroby. - Chodzi o leczenie osób we wczesnej fazie infekcji. Lek, który chcemy zastosować, w naszej ocenie przeciwdziałałby mnożeniu się wirusa w organizmie, co w konsekwencji skracałoby okres infekcji i powodowałoby, że osoba krócej byłaby "zakaźną" - podkreślił prorektor ds. badań naukowych toruńskiego uniwersytetu prof. Jacek Kubica, jednocześnie kierownik Katedry Kardiologii i Chorób Wewnętrznych CM UMK w Bydgoszczy.

Dodał, że jego zespół ma już zgodę komisji bioetycznej działającej przy Collegium Medicum. Teraz naukowcy rozmawiają ze szpitalami i ośrodkami badawczymi w całej Polsce, ale także we Włoszech, żeby jak najszybciej rozpocząć badania kliniczne.

- Nie możemy ujawnić w tej chwili nazwy leku kardiologicznego, bo boimy się efektu, który już był obserwowany w przypadku innych środków, a mianowicie brania go bez konsultacji z lekarzami. Nie możemy do tego dopuścić, gdyż każdy lek ma skutki uboczne i niesie ze sobą pewne ryzyko. Pod żadnym pozorem pacjenci nie mogą go zażywać na własną rękę - powiedział PAP prof. Kubica.

W jego przekonaniu badania kliniczne mogłyby ruszyć za dwa tygodnie. Drugie tyle trzeba byłoby czekać na miarodajne wyniki, bo trzeba przetestować lek na grupie ok. 225 pacjentów.

- To nie jest ogromna grupa, ale musimy dopełnić wszelkich formalności. Każdy pacjent musi się na to zgodzić, a lokalna komisja bioetyczna musi wydać odrębne zgody dla wszystkich partnerów naszego projektu. Rezultaty byłyby bardzo szybko. Albo jest tak, że ten lek zadziała w kilka dni albo nasza hipoteza jest błędna. Musimy jednak ważyć każdy swój ruch, bo my naprawdę chcemy pomóc, jak tylko możemy, a w żadnym razie nie chcemy zaszkodzić - wskazał lekarz.

Drugie badanie jest szansą dla osób, które jeszcze nie są chore, ale miały kontakt z osobą zakażoną. Jego nazwa to "PAVIA". "To włoskie miasto bliskie memu sercu. Spędziłem w nim trzy lata, pracując na tamtejszym uniwersytecie. Historyczna stolica Lombardii jest też jednym z miast najbardziej dotkniętych przez wirusa. Dlatego ten projekt ma dla mnie także osobiste znaczenie - wyjaśnił prof. Kubica.

Testy kliniczne w tym przypadku muszą objąć nieco ponad cztery tysiące osób, które są objęte kwarantanną z powodu udokumentowanego kontaktu z osobą już chorą. - Podkreślam - udokumentowanego. Nie możemy tego leku dawać każdemu, kto zechce, bo wszystkie środki farmakologiczne mają skutki uboczne. Ważna jest też logistyka, bo pacjenci musieliby być stale monitorowani, ale przy wielu tysiącach osób w kwarantannie w Polsce bez wątpienia znalezienie takiej grupy nie powinno być większym problemem - przekonywał autor koncepcji.

Całość badań klinicznych w tym przypadku także nie trwałaby dłużej niż miesiąc. Dodatkowym atutem projektu jest to, że nie jest on kosztowny, bo szacunki wskazują na ok. 0,5 mln zł.

- Te pieniądze mamy obiecane od rektora naszego uniwersytetu prof. Andrzeja Tretyna. Jesteśmy uczelnią badawczą i to będzie nasz wkład własny w walce z epidemią koronawirusa - zaznaczył prorektor. (PAP)

Tomasz Więcławski