Koronawirus: lekarze rodzinni bez prawa kierowania na test

PAP/ms
28-03-2020, 07:40
Lekarze rodzinni nie mają możliwości kierowania pacjentów na badania w kierunku wirusa SARS-CoV-2. Mogą pacjentowi zalecić leczenie, wystawić zwolnienie lekarskie, zalecić udanie się na oddział zakaźny lub zasugerować kontakt telefoniczny z sanepidem – przypomina konsultantka krajowa ds. medycyny rodzinnej dr Agnieszka Mastalerz-Migas.

- Obecnie - jako lekarz POZ - nie mam możliwości skierowania pacjenta na test wykrywający zakażenie koronawirusem. Zdarza się, że pacjent słyszy od kogoś, że to lekarz rodzinny kieruje na takie badanie i że ma się po skierowanie zgłosić do POZ, ale my musimy takie osoby prosić o kontakt telefoniczny ze stacją sanitarno-epidemiologiczną - zaznaczyła w rozmowie z PAP.

Podkreśliła też, że w sytuacji epidemii zdecydowana większość lekarzy rodzinnych udziela teleporad. W takim systemie pracuje obecnie 80-90 proc. placówek POZ, a "zamknięte drzwi" nie oznaczają nieczynnej przychodni. Podjęto takie środki ostrożności, bo zdarzało się, że pacjenci zachowywali się, pomimo wielu apeli, bardzo nieodpowiedzialnie narażając na ryzyko zakażenia cały personel medyczny poradni.

- Takie rozwiązanie, choć może się wydawać kontrowersyjne, było konieczne, bo wiele osób nie zdawało sobie sprawy z ryzyka. Chodzi tutaj o to, by pacjenci najpierw zadzwonili, nawet stojąc pod drzwiami przychodni i powiedzieli, z jakim problemem przychodzą. Musimy bardzo rozsądnie zarządzać opieką nad pacjentami, bo mamy bardzo ograniczone środki ochrony osobistej - uzasadniła restrykcyjne zasady wprowadzane przez większość poradni.

Dodała też, że placówki są zamknięte jedynie w przypadku, gdy cały personel poddany jest kwarantannie.

- To są właśnie te sytuacje, których najbardziej się obawialiśmy. Wyłączenie małych placówek z funkcjonowania z powodu narażenia na kontakt i następnie kwarantanny utrudnia dostęp do opieki medycznej ich pacjentom. Wprawdzie NFZ umożliwia konsultacje w innych placówkach, nawet w bezpośrednim sąsiedztwie, ale to już i tak stres i utrudnienie, zwłaszcza dla pacjentów starszych i chorych przewlekle, gdzie dokumentacja jest w przychodni macierzystej - powiedziała.

Równocześnie poradziła, by pacjenci w pierwszej kolejności korzystali teraz z teleporad. Lekarz dzięki rozmowie telefonicznej z pacjentem, po przeprowadzaniu bardzo szczegółowego wywiadu, ma możliwość zdecydowania, czy pacjent rzeczywiście wymaga wizyty w poradni.

Przypomniała, że bezpośrednie wizyty w stanie epidemii muszą trwać jak najkrócej, a przyjmowanie pacjentów powinno odbywać się z zachowaniem odstępów czasowych, z rozdzieleniem wizyt pacjentów z infekcją od pacjentów bez cech infekcji, np. przewlekle chorych potrzebujących interwencji.

- W szczegółowym wywiadzie epidemiologicznym przeprowadzanym w ramach teleporady musimy też ocenić, czy pacjent spełnia kryteria przypadku podejrzanego o zakażenie koronawirusem, czyli czy miał bliski kontakt z osobą chorą i czy w ostatnim czasie powrócił z miejsca, w którym mógł się zakazić - stwierdziła.

Równocześnie zaznaczyła, że w Polsce dochodzi już do transmisji poziomej wirusa, co oznacza, że pacjenci zakażają się nim lokalnie. Dlatego też w przypadku podejrzenia choroby COVID-19, gdy występują nasilone objawy (gorączka, kaszel, duszność), lekarz odsyła pacjenta do szpitala zakaźnego. Skierowanie nie jest potrzebne.

Natomiast do stacji sanitarno-epidemiologicznej kierowane są osoby, które miały kontakt z chorym lub podejrzanym o chorobę, ale nie mają objawów choroby.

- Ci pacjenci, którzy mają miernie nasilone objawy, nie są w grupie osób kierowanych na wykonanie testów - przyznała.

Dodała, że zalecenia resortu zdrowia i Głównego Inspektora Sanitarnego są takie, by kierować takie osoby do izolacji domowej i wydawać diagnozę lekarską w zależności od tego, jakie objawy występują u pacjenta.

Konsultantka przypomniała, że od ubiegłego piątku obowiązuje algorytm resortu zdrowia mówiący o tym, że pacjent z "miernie nasilonymi" objawami powinien być skierowany do miejsca izolacji, gdzie będzie miał wykonany test i w zależności od jego wyniku, podjęte będzie dalsze działanie.

- Te miejsca izolacji są organizowane przez wojewodów, ale na obecną chwilę placówki POZ nie dostały informacji, gdzie te miejsca się znajdują i czy mamy faktycznie kierować tam pacjentów skąpoobjawowych z dodatnim wywiadem epidemiologicznym na wykonanie testu. Czekamy na szczegóły, a do czasu ich uzyskania - kierujemy pacjentów z niewielkimi objawami do izolacji domowej - powiedziała.

Wyjaśniła, że wymaz z gardła do testu molekularnego musi pobierać przeszkolony personel, zabezpieczony środkami ochrony osobistej.

- Badanie polega na bardzo bliskim kontakcie z wydzielinami pacjenta, dlatego musi odbywać się w masce, goglach, kombinezonie. Tutaj ryzyko zakażenia jest bardzo wysokie - zaznaczyła.

Zwróciła też uwagę na fakt, że przy ograniczonych środkach ochrony osobistej w POZ, bardzo dużym problemem jest odbywanie wizyt domowych.

- Bez środków ochrony osobistej lekarze mają obawy przed realizacją tych wizyt, zwłaszcza np. u pacjentów objętych kwarantanną - powiedziała. (PAP)

autorka: Klaudia Torchała