Koronawirus: dentysta w epicentrum problemów

ms
18-03-2020, 14:43
Koronawirus zamroził pracę dużej części gabinetów stomatologicznych. Ich właściciele emitują jednobrzmiące komunikaty: kierując się dobrem osób leczonych, zdrowiem naszego personelu oraz naszych rodzin zawieszamy działalność do odwołania. Z góry dziękujemy za zrozumienie. Co dalej?

Brak opieki stomatologicznej to duży problem dla pacjentów, ale z pewnością nie mniejszy, chociaż innego rodzaju - dla świadczeniodawców i to zarówno dla tych, którzy realizują usługi wyłącznie prywatnie, jak i tych funkcjonujących w oparciu o kontraktowanie świadczeń sygnowanych przez NFZ.

W pierwszej połowie marca infoDENT24.pl otrzymał setki sygnałów od zdezorientowanych lekarzy dentystów i personelu zatrudnionego w gabinetach dentystycznych. Ulała się żółć.

Wiem, że nasza praca jest związana z wytworzeniem aerozolu biologicznego, nad którym nie mamy szans zapanować , a wirus pozostaje w powietrzu wokół nas przez długi czas, osadza się na nas, na pacjencie, wdychamy patogeny,  a potem niesiemy je do domu.

No ale co z gabinetami, które w ogóle nie przyjmują, co z płynnością finansową? Niech samorząd zawiesi składki na ten czas!

Nigdzie ani słowa o dentystach w ogóle, o tych na kontraktach - też, jak mamy się teraz zachować i co z naszą płynnością? Takiej drogi kropelkowej jak u nas to chyba nie ma nigdzie!

Kto uwzględni fakt, że podrożały produkty do dezynfekcji, sterylizacji i że nie można ich w ogóle kupić?

Trzeba przyznać, że Komisja Stomatologiczna NRL bardzo szybko reaguje na sytuację kryzysową, dobijając się w Ministerstwie Zdrowia o decyzje określające zasady pracy gabinetów stomatologicznych w sytuacji wyjątkowej.

Pakiet działań niewystarczających
Takim wskazaniem - póki co - jest zalecenie NFZ m.in. dla lekarzy dentystów umożliwiające czasowe zawieszenie działalności. NRL podała nawet wzór pisma, jakie należy kierować do OW NFZ z informacją o ograniczeniu lub wstrzymaniu świadczeń stomatologicznych.

Jednocześnie minister zdrowia wprowadził rozwiązania prawne pozwalające (przynajmniej w założeniu) na poprawę płynności finansowej i zachowanie poziomu przychodów przez świadczeniodawców. Chodzi o prawo do zaprzestania realizowania stomatologicznych świadczeń gwarantowanych, połączone z utrzymaniem miesięcznego finansowania w wysokości 1/12 rocznego kontraktu. To pozwoli na utrzymanie oddechu w tej wyjątkowej dla lekarzy dentystów sytuacji. Decyzja pożądana, ale nie wystarczająca, zważywszy, że z pewnością pieniądze te będą w końcu rozliczone w oparciu o wielkość zrealizowanych świadczeń w późniejszym okresie. To duży ból głowy dla tych, którzy realizują – lub raczej dla tych, którzy powinni realizować kontrakty.

Grupa "poza systemem" 
Nie mniejszy ból mają lekarze dentyści, którzy świadczą usługi poza systemem powszechnego systemu opieki zdrowotnej, a więc prywatnie. Do rzadkości należą właściciele gabinetów stomatologicznych, którzy mają zgromadzone środki finansowe pozwalające przetrzymać w zawieszeniu najtrudniejszy okres. Dentysta „na swoim”, to w zasadzie przedsiębiorca, nie mający żadnych szczególnych praw w ekonomicznej rzeczywistości, chociaż prowadzi szczególny biznes. Biznes obciążony z reguły kredytami, leasingami, ale także zobowiązaniami wobec pracowników, którzy często zatrudniani są w oparciu o umowę o pracę. Chodzi o higienistki, asystentki, rejestratorki.

W okresie prosperity to właśnie właściciele gabinetów stomatologicznych byli najbardziej wartościowymi klientami banków oraz firm leasingowych. Teraz muszą, wraz z innymi, oczekiwać na decyzje rządu zawarte w zapowiadanym pakiecie antykryzysowym dla przedsiębiorców.

Nawet gdyby świadczeniodawca chciał nadal oferować usługi, w wielu przypadkach będzie to nierealne, a to ze względu na fakt, że duża część tzw. personelu pomocniczego skorzystała ze zwolnień lekarskich, urlopów płatnych i bezpłatnych. To wybitnie sfeminizowana część branży stomatologicznej, kobiety obarczone dziećmi, najczęściej wymagającymi opieki.

Andrzej Cisło, wiceprezes NRL i przewodniczący Komisji Stomatologicznej NRL w rozmowie z infoDENT24.pl mówi twardo: Dopominamy się o uwzględnienie lekarzy dentystów w działaniach interwencyjnych rządu. Początek przyniósł niedobry scenariusz. Zostaliśmy pozostawieni sobie, gdyż nie stworzono ośrodków, wyposażonych w odpowiedni sprzęt, do których mogliby trafić pacjenci zakażeni lub kwarantowani, tam gdzie mogliby uzyskać pomoc i nie narażać lekarza dentysty na wyjątkowo wysokie zagrożenie. To byłaby sytuacja modelowa, choćby dlatego, że za chwilę przyjdzie nam ważyć chęć pomocy pacjentom z ryzykiem i obowiązkiem ochrony własnej, personelu i następnych pacjentów. Musimy ustalić do jakiego momentu krzywej, odzwierciedlającej przyrost nowych, potwierdzonych zarażeń, działanie poradni pracującej w typowym reżimie sanitarnym jest racjonalne.

Lekarze dentyści szczególnie zagrożeni
Wiele osób zatrudnionych w prywatnych gabinetach stomatologicznych zwraca się do infoDENT24.pl z prostym pytaniem: czy mam prawo odmówić wykonywania obowiązków służbowych, obawiając się o zdrowie własne i zdrowie rodziny?

Brak wsparcia personelu pomocniczego niesie kolejne komplikacje, gdyż według zaleceń National Center for Biotechnology Information (USA)  praca na cztery ręce jest bezpieczniejsza w warunkach zagrożenia infekcją.

Z ustaleń amerykańskiego Departament of Labor lekarze dentyści znajdują się w zdecydowanie najbardziej niebezpiecznym obszarze, i to biorąc pod uwagę wszystkie zawody - tak medyczne, jak i niemedyczne. Chodzi o bezpośredni kontakt ze śliną i krwią pacjenta. Nie ma mowy o zapewnieniu chociażby jednometrowej odległości od jamy ustnej pacjenta.

To jednak tylko część problemów powstających w gabinetach stomatologicznych. Podczas wielu zabiegów (m.in. skaling) kropelki aerozolu w zasadzie wypełniają całą przestrzeń gabinetu. Taka sytuacja wymusza, aby po każdym pacjencie gruntownie odkażać nie tylko otoczenie unitu, ale praktycznie każdy element, na którym mogą spocząć wirusy. A co z wdychaniem patogenów unoszących się w powietrzu?

Koronawirus może unosić się w powietrzu przez ok. 30 minut i pokonywać 4 - 5 m - czyli zdecydowanie więcej niż wynosi "bezpieczny dystans", o zachowanie którego dotychczas apelowano - wynika z badań przeprowadzonych przez chińskich epidemiologów.

Z opóźnieniem płyną zalecenia od: stowarzyszeń naukowych, ekspertów, resortowych instytutów państwowych, dotyczące tego jak ma postępować lekarz dentysta w sytuacji zagrożenia. Dobrze, że są spójne, chociaż i tutaj występują różnice (np. co do skuteczności chlorheksydyny).

Środowisko oczekuje, aby konsultanci krajowi wydali wytyczne dotyczące pracy placówek stomatologicznych i zalecenia w zakresie ochrony osobistej zespołu stomatologicznego w okresie stanu zagrożenia epidemicznego (taki dokument ma powstać).

Nie wszyscy pacjenci mogą poczekać
Nad tymi zagadnieniami nie zastanawiają się pacjenci, lecz także oni zdają sobie sprawę z tego, że wizyta u dentysty - w celu wszczepienia implantów, czy wykonania licówek powinna być odłożona w czasie. Tak być powinno, ale wiele realizowanych procedur nie można ot tak przesunąć o miesiąc lub dwa. To jeden problem, drugi to tak zwane przypadki ostre. Pacjent z ropniem, z uporczywym bólem nie poczeka cierpliwie, aż sytuacja się unormuje. W tej grupie są osoby z urazami.

Mówi o nich w rozmowie z infoDENT24.pl prof. Dorota Olczak – Kowalczyk, krajowy konsultant do spraw stomatologii dziecięcej. - Zrobiło się ciepło, wiele osób pracuje w łagodniejszym reżimie lub nie pracuje wcale, w tej sytuacji rodzice dużo czasu spędzają z dziećmi na dworze. Bywa, że zabawy kończą się niestety urazami jamy ustnej. Obserwujemy wzrost wypadków, wymagających interwencji lekarza dentysty, chirurga. Rodzice, bądźcie szczególnie troskliwi -  apeluje prof. Dorota Olczak – Kowalczyk.

Co robić, gdy natychmiastowa pomoc lekarza dentysty jest nieodzowna?
Wówczas przez wszystkie przypadki odmieniana jest doraźna pomoc medyczna. Wykaz takich placówek znajduje się na stronach OW NFZ. To pięta Achillesowa powszechnego systemu opieki stomatologicznej. Żenująco niskie ryczałty kontraktów sprawiają, iż chętnych do pełnienia dyżurów nie było i nie ma. Sytuację pogarszają pikujące ceny środków ochrony higienicznej (o ile w ogóle są do zdobycia). Sprowadzają one rachunek ekonomiczny realizowania usług w nocy i święta de facto do liczenia strat. infoDENT24.pl otrzymuje sygnały, że w obecnej sytuacji realizujący doraźną pomoc medyczną nie mają obowiązku pełnienia dyżurów, szczególnie, że nie zapewniono im skutecznych środków ochrony.

Komisja Stomatologiczna NRL apeluje, aby utworzyć sieć doraźnej pomocy stomatologicznej opartą o:
- stanowiska stomatologiczne zorganizowane w działającej sieci szpitali zakaźnych;
- odpowiednio doposażone placówki udzielające świadczeń gwarantowanych w zakresie stomatologicznej pomocy doraźnej;
- dentobusy skierowane do realizacji zadań doraźnej pomocy stomatologicznej.

Mobilne gabinety stomatologiczne byłby szczególnie cennym element systemu, bo mogłyby dojechać w pobliże zamieszkania osób podlegających kwarantannie.

Pacjenci porzuceni?
Powstaje pytanie czy w tej sytuacji pozostaje szukanie z telefonem w dłoni lekarza dentysty, którzy zdecyduje się na przyjęcie pacjenta. Wbrew pozorom absolutnie nie jest tak, że pacjenci i dentyści znaleźli się po dwóch stronach barykady!

Oto jeden z licznych, budujących przykładów, gdzie bez nakazu i nadzoru władz dentyści sami organizują pomoc stomatologiczną. Iławscy dentyści postanowili, że będą pełnić codzienne dyżury, aby przyjmować pacjentów w nagłych przypadkach. Podzielili się codziennymi dyżurami, na razie do 29 marca. Podali do wiadomości publicznej adresy, telefony i godziny przyjęć. Tak jest w wielu regionach kraju. Duże sieci lecznic, takie jak Medicover, Lux Med, enel-med informują o przyjęciach pacjentów w stanach nagłych, podają adresy i kontakty telefoniczne.

Dr Paweł Korneta, manager pionu strategii i rozwoju Corten Medic - sieci lecznic, która realizuje (głównie na Mazowszu) stacjonarne usługi stomatologiczne, ale obsługuje również dwa dentobusy – przyznaje w rozmowie z infoDENT24.pl, że mobilne gabinety dentystyczne obecnie nie są wykorzystywane, ale pacjentów z bólem nikt nie odprawia z kwitkiem.

- Przyjmujemy osoby szukające u dentysty pomocy. Oczywiście zastosowaliśmy wszelkie możliwe, racjonalne środki ochrony, które zdecydowanie zmniejszają skalę zagrożenia. Stawiamy na kontakt telefoniczny. Przestrzegamy kwestionariuszy. Kontrolujemy odległości pomiędzy osobami przebywającymi na terenie lecznic. Stale badamy ciepłotę ciała pracowników i pacjentów. Przede wszystkim zaś zapewniamy lekarzom wszelkie możliwe środki higieny osobistej, a więc fartuchy, rękawice, maski, gogle. Środki aseptyczne są w ciągłym użyciu. Stale i skrupulatnie odkażamy nie tylko miejsca realizowania zabiegów, ale także każdy element wyposażenia, z którym bezpośredni kontakt mają zarówno pracownicy, jak i pacjenci. Mam na myśli klamki, długopisy, klawiatury komputerów - wylicza dr Paweł Korneta.

- Pracownicy Corten Medic są gotowi wesprzeć system opieki medycznej nad pacjentami wymagającymi szczególnej troski. Myślimy chociażby nad sposobami dostarczania leków osobom starszym i chorym, dla których opuszczenie miejsca zamieszkania nie jest obecnie bezpieczne – dodaje dr Paweł Korneta.

Pacjenci niebezpieczni na kilka sposobów
infoDENT24.pl rozmawiał z kilkoma dentystami, którzy w tych dniach niosą pomoc tzw. pacjentom bólowym, bo zabiegów planowych w zasadzie nikt nie realizuje. Nie chcą ujawniać nazwisk, także dlatego, że pracują w niepewnej sytuacji prawnej. Czekają na wiążące wytyczne ze strony konsultantów krajowych. Nie wiedzą czy zwiększone środki ochrony, zastosowane wobec pacjentów i pracowników, będą - w opinii autorytetów - wystarczające.

Wytyczne są niezwykle ważne, gdyż dzisiejszy pacjent, usilnie szukający pomocy medycznej, jutro może wrócić z prawnikiem i będzie argumentował, że według niego coś można było zrobić inaczej. To grozi olbrzymimi karami, których standardowe polisy OC nie uwzględniają. Trudno przekonywać lekarzy dentystów, żeby się tym nie przejmowali, że jakoś to będzie.

Efekt jest taki, iż do dentystów, przyjmujących tak zwanych pacjentów bólowych, trafiają osoby, które podróżują po kraju: bo trzeba naciąć ropień, bo ból zęba jest nie do wytrzymania, bo doszło do urazu jamy ustnej.

Niestety nie ułatwiają im pracy, ci którzy definitywnie zamknęli się na pacjentów. Ta grupa skwapliwie dzieli się na branżowych forach wątpliwościami co do tego czy dostępne dla lekarza dentysty zabezpieczenia są wystarczające.

Wiceprezes NRL Andrzej Cisło powiedział w rozmowie z infoDENT24.pl: Chcę wyrazić słowa uznania koleżankom i kolegom za postawę. Zdecydowana większość naszego środowiska, w tak ekstremalnych warunkach absolutnie nie zapomina o swoich pacjentach. Zawieszenie przyjęć planowych to oczywiście standard. Każda decyzja, nawet całkowite zawieszenie przyjęć, podyktowana była indywidualnym rozumieniem powinności wobec pacjentów w świetle splotu istniejących okoliczności, a własna asekuracja znalazła się na ostatnim miejscu. To jest naprawdę budujące.