Powikłania pooperacyjne uniemożliwiły dentystce wykonywanie zawodu?

en
11-07-2019, 10:00
Dentystka miała niedowład ramienia po operacji tarczycy. Wystąpiła o 70 tys. zł zadośćuczynienia oraz rentę wysokości 1,5 tys.zł twierdząc, że powikłanie to jest skutkiem błędu medycznego, i z jego powodu nie może wykonywać zawodu stomatologa. Sąd odrzucił jej żądania.

Dentystka przeszła w znieczuleniu ogólnym zabieg tyreoidektomii, gdyż rozwinęło się u niej wole guzowate. Po operacji miała niedowład lewej ręki, który musiała leczyć na oddziale neurologicznym w innym szpitalu. Dentystka doszła do wniosku, że na skutek błędu w sztuce lekarskiej doszło podczas zabiegu do uszkodzenia splotu brakowego. W efekcie powstały nieodwracalne zmiany zdrowotne.

Pacjentka - operacja tarczycy o niespotykanych skutkach ubocznych
Lekarka pomimo przebytej rehabilitacji nadal nie wróciła do pełnego zdrowia, cierpi na ograniczoną ruchomość lewego braku, lewego ramienia, wobec tego trudno mówić o swobodnym wykonywaniu codziennych czynności. Co więcej nie może też wydajnie pracować. Jako stomatolog musi mieć bardzo sprawne ręce, więc powstała niepełnosprawność pozbawiła ją możliwości świadczenia usług stomatologicznych, a tym samym możliwości generowania dochodu.

Kobieta twierdziła, że przed operacją uzyskiwała dochód w wysokości ok. 9 tys. zł miesięcznie, a ze względu na niedowład lewej ręki obecnie nie jest to możliwe. Nie odzyskała pełnej sprawności sprzed operacji tarczycy,  proces rekonwalescencji będzie długotrwały, kosztowny i bolesny; nadal odczuwa silny niedowład i ból ręki. Rozchwianiu uległo jej zdrowie emocjonalne i psychika, zaś charakter doznanych obrażeń ciała, długotrwałość leczenia oraz związane z tym cierpienia uzasadniają zasądzenie zadośćuczynienia wysokości 70 tys. zł oraz rentę wysokości 1,5 tys. zł miesięcznie, gdyż  skutki doznanych obrażeń odczuwalne będą do końca życia.

Szpital - nie ponosimy winy za każde powikłanie
Jednak szpital bronił się i odpierał zarzuty dentystki twierdząc, że do błędu medycznego nie doszło, a sama powódka nie dowiodła winy placówki medycznej. Szpital nie może ponosić odpowiedzialności odszkodowawczej za każde powikłanie występujące w trakcie leczenia. Przypomina też dentystce, że wyraziła zgodę na przeprowadzenie zabiegów oraz miała świadomość, że istnieje ryzyko powikłań. W opinii szpitala lekarze przeprowadzający zabieg dołożyli wszelkiej należytej staranności zawodowej, analiza dokumentacji medycznej nie wskazuje błędu popełnionego podczas udzielania świadczeń medycznych w szpitalu, a najbardziej prawdopodobnym mechanizmem urazu było odgięcie głowy podczas intubacji. Zatem nie można tego typu uszkodzenia neurologicznego potraktować jako błędu w sztuce lekarskiej, argumentował szpital.

A co do roszczeń finansowych dentystki: zadośćuczynienie w kwocie 70 tys. zł należy uznać za rażąco wygórowane, zaś w kwestii renty  powódka nie wykazała wysokości utraconego dochodu, gdyż z przedłożonego rozliczenia wynika, że jej dochód w okresie od 1 marca 2014 r. do 31 sierpnia 2014 r. wyniósł 10 397,82 zł, co daje kwotę 1 732,97 zł miesięcznie.

Sąd ustalił o jakich powikłaniach została poinformowana dentystka
Otóż zabieg, któremu się poddała, wiąże się z ryzykiem dość częstych powikłań o szerokim spektrum. Od ogólnych jak zapalenie płuc, infekcja dróg moczowych, posocznica, udar mózgu, niewydolność krążeniowo – oddechowa, po miejscowe dotyczące rany operacyjnej (krwawienia, zakażenia i ropienie, rozejście się powłok, krwiak powłok, różnie nasilone dolegliwości bólowe okolicy operowanej, zaburzenia czucia tej okolicy).  

W przypadku powódki, w okresie pooperacyjnym wystąpiło powikłanie w postaci ustępującego niedowładu kończyny górnej lewej; które leczyła przez tydzień na oddziale rehabilitacji neurologicznej wojewódzkiego szpitala, tuż po wypisaniu jej z placówki, w której była operowana. 

W opinii szpitala
Przyczyną niedowładu proksymalnego kończyny górnej lewej powódki było uszkodzenie splotu ramiennego lewego typu neurapraxia, która jest najlżejszym stopniem uszkodzenia nerwu. Do neuropraxii dochodzi najczęściej w wyniku przygniecenia lub nadciągnięcia korzenia nerwowego; powrót do pełnej sprawności jest możliwy. Przyczyną zdarzenia była manipulacja głową powódki w trakcie trudności intubacyjnych – przy odginaniu głowy doszło do naciągnięcia korzeni nerwowych i w następstwie uszkodzenia funkcji przewodzenia przez korzenie nerwowe. Sam zabieg operacyjny wola tarczycy nie spowodował uszkodzenia splotu ramiennego lewego. Po zabiegu zaburzenia ruchomości kończyny górnej lewej utrzymywały się przez 1 – 2 tygodnie; w tym czasie powódka wymagała opieki innych osób w wymiarze ok. 4 godziny dziennie, następnie przez kolejne 4 tygodnie ok. 2 godziny dziennie. Po upływie 3 miesięcy powódka była zdolna do pracy w zawodzie stomatologa; nie utraciła zdolności do pracy w zawodzie.

Sąd zwrócił się o ocenę natury powikłania do eksperta 
Biegły sądowy specjalista w dziedzinie neurochirurgii stwierdził, że najbardziej prawdopodobnym mechanizmem uszkodzenia splotu ramiennego powódki jest uszkodzenie w mechanizmie nadmiernego naciągnięcia struktur nerwowych splotu. Takiemu uszkodzeniu mogły sprzyjać zmiany zwyrodnieniowe kręgosłupa szyjnego (o których dentystka nie poinformowała przed operacją), zwiększona wrażliwość nerwów na uszkodzenia spowodowana nikotynizmem oraz być może pozycja głowy konieczna do zaintubowania. Przy czym nie można określić stopnia udziału poszczególnych czynników. Ułożenie głowy do intubacji nie mogło być samo w sobie przyczyną uszkodzenia splotu, podkreślił biegły sądowy.

Sąd na podstawie dowodów, które od strony formalnej i merytorycznej były bez zarzutu,  ustalił przede wszystkim przebieg przygotowania powódki do zabieg operacyjnego, przebieg samego zabiegu oraz okoliczności zdarzenia szkodowego oraz związku pomiędzy czynnościami medycznymi a wyrządzoną szkodą.

Sąd o błędzie w sztuce lekarskiej
Zabieg operacyjny wola tarczycy nie spowodował uszkodzenia splotu ramiennego lewego, w toku przygotowania powódki do znieczulenia i zabiegu kobietę skonsultowano laryngologicznie, oznaczono parametry laboratoryjne, wykonano badanie radiologiczne oraz badanie elektrokardiograficzne; postępowanie to wraz z konsultacją anestezjologiczną spełniało warunki dobrze przygotowanego bezpiecznego znieczulenia, indukcja znieczulenia przebiegała gładko, leki anestetyczne oraz ich dawki zostały ustalone prawidłowo.

Przyczyną zdarzenia była manipulacja głową dentystki podczas intubacji - kobieta ma dyskopatię szyjną, która wiąże się się z powstawaniem zrostów pomiędzy korzeniami nerwów a ich pochewkami. Proces ten prowadzi do zwłóknienia, niedokrwienia i zwyrodnienia włókien nerwowych; zwyrodnienie dolnego odcinka kręgosłupa szyjnego spowodowało takie warunki anatomiczne w zakresie szyi, że doszło do tzw. trudnej intubacji. 

Do uszkodzenia splotu barkowego nie mogło dojść na skutek nieprawidłowego ułożenia powódki, gdyż splot ten chroniony jest przez obojczyk. Czynności manualne wykonywane w trakcie operacji tarczycy nie mogły spowodować uszkodzenia splotu barkowego, ponieważ zakres pola operacyjnego nie wchodzi w konflikt ze splotem barkowym. Z tego też względu uznać należy, iż brak jest podstaw do przyjęcia, by lekarzom ze szpitala można było przypisać zawinienie w postaci działania lub zaniechania niezgodnego z nauką medycyny i niedołożenia należytej staranności w procesie leczenia kobiety. Przyczyną bowiem dolegliwości powódki nie był błąd medyczny, lecz powikłanie pooperacyjne.

Sąd w całości powództwo oddalił.