Antykanałowcy sowicie zapłacą za swoją teorię

ms
01-04-2019, 07:47
Wszystko odbyło się w ekspresowym tempie. W ramach specjalnej procedury ustawodawczej Komisja Europejska przedłożyła wniosek Parlamentowi Europejskiemu i Radzie UE, a te zatwierdziły tekst rozporządzenia o inkryminowaniu aktywności, w wyniku której do obiegu publicznego trafiają treści namawiające, sugerujące i promujące aktywności niezgodne z aktualną wiedzą medyczną.

Co to oznacza? Problemy dla takich osób jak Frazer Bailey (reżyser Root Cause). Antykanałowcy, o ile nie przedstawią wiarygodnych dowodów naukowych, nie będą mogli bezkarnie twierdzić, że leczenie kanałowe zębów powoduje raka. Oczywiście restrykcjom podlegać będą wszystkie przekazy adresowane w przestrzeń publiczną o podobnych treściach. Tak więc na baczności mieć się będą musieli także orędownicy antyszczepionkowego ruchu.

Co grozi za generowanie pozaprawnych treści? W pierwszej kolejności wymagana będzie naprawa szkód. Wprowadzono prosty algorytm. O ile zakwestionowane treści dotrą do określonej liczby odbiorców (np. 100 tys.) to obowiązkiem osób odpowiedzialnych za ich rozpowszechnienie będzie wygenerowanie przekazu przedstawiającego słabe lub nieprawdziwe punkty zakwestionowanej teorii. Najciekawsze jest to, że taki „wyjaśniający” przekaz musi w ciągu dwunastu miesięcy od daty wyroku sądowego trafić co najmniej do tak samo licznego audytorium (100 tys.). Niespełnienie tego wymogu skutkować ma już karą pieniężną 10 EUR za jednego odbiorcę (czyli w podanym przykładzie 1 mln EUR).

Są krytycy takiego rozwiązania, bo przepisy tylko ogólnie mówią kto ma oceniać krytykowane treści (unijne i krajowe medyczne stowarzyszenia naukowe) i na jakiej podstawie miałyby być ferowane wyroki. Poza tym takie prawo to forma cenzury.

Przepisy weszły w życie 1 kwietnia i na razie - na próbę - obowiązywać będą do końca tego dnia.