„Uchodźcy” stomatologiczni okupują Los Algodones

ms
29-01-2019, 09:13
Co najmniej 6 tys. obywateli USA przekracza każdego dnia granicę z Meksykiem w punkcie kontrolnym w Yuma w Arizonie. Czynią to w poszukiwaniu opieki stomatologicznej w miasteczku Los Algodones. To nie jedyny tego typu punkt na mapie przedstawiającej granicę USA – Meksyk.

Los Algodones jest miasteczkiem unikatem. Nigdzie na świecie nie ma tylu gabinetów dentystycznych w przeliczeniu na hektar powierzchni. Każdy metr kwadratowy przestrzeni publicznej pokryty jest reklamami obiecującymi jakość i przystępną cenowo opiekę stomatologiczną.

Obywatele USA, poszukujący dentystów w Meksyku, mogą zaparkować w Yuma za 5 USD, przejść przez granicę, uzyskać pomoc stomatologiczną, zjeść smaczny obiad i po południu wrócić do domu.

Według National Association of Dental Plans ok. 74 mln obywateli USA (prawie 25 proc. populacji tego kraju) nie ma ubezpieczenia stomatologicznego! Ci co takie ubezpieczenie posiadają też stoją przed wieloma problemami. Znaczna część tzw. planów dentystycznych nie obejmuje wiele więcej niż: regularne kontrole, czyszczenie zębów, zdjęcia rtg i proste wypełnienia. Ich średnia wartość to ok. 1500 USD rocznie (kwota ta niewiele się zmieniła od 50 lat).

Resztę, czyli znaczną większość pacjent musi wziąć na siebie, a są to kosztowne procedury: korony, leczenie kanałowe, implanty. Koszt pojedynczej korony może wynosić nawet 2000 USD a pojedynczego implantu – aż 5000 USD. Nierzadko zdarza się, że seniorzy potrzebują kilku implantów, kilku koron, więc koszty stają się niebotyczne.

Dentyści skarżą się, że najbardziej skomplikowanym aspektem prowadzenia gabinetu dentystycznego jest analiza warunków ubezpieczenia stomatologicznego pacjenta. Niewiarygodne ile czasu trzeba poświęcić na analizę tego co pokryje ubezpieczenie, a co należy wyliczyć i przedstawić do akceptacji pacjentowi – tłumaczą umęczeni właściciele praktyk stomatologicznych w USA.

Kolejnym kosztem amerykańskich dentystów jest wysokie ubezpieczenie od ewentualnych oskarżeń i pozwów ze strony leczonych osób.

Nie koniec na tym. Wielu dentystów, kończąc niezwykle kosztowne studia, są zadłużeni po uszy. Muszą zatem tak kalkulować ceny usług, aby wystarczało na prowadzenie gabinetu i spłatę kredytów. W efekcie ceny leczenia stomatologicznego są niebotycznie wysokie.

Trudno się zatem dziwić, że meksykańskie miasteczko Los Algodones tętni życiem amerykańskich pacjentów. Miejscowi i odwiedzający czule nazywają to miasto „Molar City".

Według burmistrza Los Algodones  Christiana Camacho, każdego dnia 6 tys. Amerykanów trafia do Los Algodones na leczenie.

Ceny usług stomatologicznych w Meksyku są średnio o 70 – 80 proc. niższe od tych w USA. Różnice te wynikają częściowo z tańszych kosztów nieruchomości i pracy w Meksyku, ale także, z tego że stomatolodzy w Meksyku nie mają pętli zadłużenia na szyi.

- Kończąc studia idziemy na rok do pracy za darmo, nabywając przy tym doświadczenia. Po tym okresie jesteśmy niezależni finansowo – mówi Miguel Ibarreche z Sani Dental Group, jednej z największych klinik dentystycznych Meksyku.