Przychodnia stomatologiczna zapłaciła za "teoretyczne" zakażenie pacjenta HCV

en
23-01-2019, 10:34
Pacjent zażądał 80 tys. zł zadośćuczynienia za zakażenie WZW typu C. Sąd przyznał mu połowę tej sumy, a zapłacić ma przychodnia stomatologiczna, bo tam mężczyzna w krytycznym dla zakażenia okresie....leczył się najczęściej! Mamy zatem do czynienia ze zjawiskiem "winy statystycznej".

Generalnie mężczyzna miał problemy ze zdrowiem, bo aż pięciokrotnie zgłaszał się do szpitala w latach 2010-2012. Przeszedł dwukrotnie zapalenie oskrzeli wiosną 2010 r. i 2011 r., w maju 2011 r. cierpiał na długotrwały ból brzucha i biegunki (skierowano go na kolonoskopię),w lipcu 2011 r. spadł ze schodów i złamał nos, więc trafił na oddział laryngologiczny wojewódzkiego szpitala. A w styczniu 2012 r.  zdiagnozowano u pacjenta  toksyczne uszkodzenie wątroby HCV.

Od czerwca do  listopada 2011 r. pacjent odbył siedem wizyt w przychodni stomatologicznej. Były to głównie zabiegi leczenia ubytków próchnicowych w znieczuleniu nasiękowym. Nie poddawał się natomiast ekstrakcji zębów i innym zabiegom z zakresu chirurgii stomatologicznej oraz leczeniu kanałowym.

We wszystkich placówkach medycznych,  w których mężczyzna się leczył, kontrole Sanepidu w latach 2010-2012  nie wykryły żadnych nieprawidłowości stanu higienicznego i sanitarnego.

Zgodnie z opinią biegłego w dziedzinie chorób zakaźnych zakażenie wirusem zapalenia wątroby typu C (HCV) najczęściej odbywa się drogą wszczepienną podczas zabiegów medycznych przebiegających z przerwaniem ciągłości tkanek (zakażone igły, strzykawki i inny sprzęt medyczny) oraz przy ekspozycji na krew i produkty krwiopochodne. 

Według eksperta za początek choroby pacjenta należy przyjąć koniec 2011 r. i na tej podstawie określić orientacyjnie okres wylęgania choroby, czyli od 20 czerwca do 5 grudnia 2011 r. (przyjmując długi okres wylęgania 2-26 tyg,). W tym czasie mężczyzna miał kilka zabiegów medycznych, podczas których dochodziło do naruszeniem ciągłości tkanek, a mianowicie:
- hospitalizacja w Oddziale Laryngologicznym w WSzS 26-29 lipca,
- hospitalizacja w trybie jednodniowym 8 sierpnia (kolonoskopia z usunięciem polipa odbytnicy),
- siedem wizyt w poradni stomatologicznej.

We wszystkich tych placówkach przeprowadzono drobne zabiegi z naruszeniem ciągłości tkanek, bez wielokrotnych pobierań krwi, badań inwazyjnych, przetaczania krwi, bez wielokrotnego zakładania dostępów dożylnych. Dlatego, argumentował biegły sądowy, wskazanie placówki, w której mogło dojść do zakażenia mężczyzny HCV jest bardzo trudne.

Wszystkie placówki przedstawiły dokumenty świadczące o ich dobrym stanie sanitarno-higienicznym; okresowe kontrole Sanepidu nie wykazywały uchybień w zakresie zabezpieczenia przeciwepidemicznego, urządzenia do sterylizacji sprzętu były sprawne, a personel przeszkolony w temacie obowiązujących procedur stosowania zasad antyseptyki i dodatkowo - jak to było w przypadku pozwanej przychodni stomatologicznej - personel nie był zakażony HCV.

Gdzieś jednak do zakażenia dojść musiało, a skoro statystycznie powód częściej odwiedzał w krytycznym dla sprawy okresie gabinet stomatologiczny (7 razy), a co więcej ostatnie wizyty dodatkowo odbyły się (lub były najbliżej) przedziału czasowego, w którym częściej dochodzi do zakażeń HCV, to można wnioskować, że prawdopodobieństwo zakażenia pacjenta w pozwanym gabinecie stomatologicznym było nieco wyższe niż w pozostałych placówkach medycznych, zawyrokował sąd.

Sąd Okręgowy zadecydował, że przychodnia ma zapłacić pacjentowi zadośćuczynienie wysokości 40 tys. zł wraz z odsetkami. Apelacja, w tej sprawie została odrzucona jako bezzasadna. 

Sygn. akt I ACa 1697/17