Agnieszka Ruchała - Tyszler: wciąż nie mamy optymalnego procesu kształcenia lekarzy dentystów

Mirosław Stańczyk
06-07-2015, 08:06
To Ministerstwo Zdrowia określa warunki kontraktowania świadczeń stomatologicznych, to Ministerstwo Zdrowia chce mieć pewność, że pacjentami opiekować się będą najwyższej próby fachowcy. Z drugie strony to samo Ministerstwo Zdrowia torpeduje własne założenia promowaniem takiego, a nie innego systemu kształcenia lekarzy dentystów - dr n. med. Agnieszka Ruchała - Tyszler, wiceprezes NRL i przewodnicząca Komisji Stomatologicznej NRL analizuje sprawy, które utrudniają rozwój zawodowy dentystów.

Mirosław Stańczyk infoDENT24.pl: Czy dużo jest przesady w stwierdzeniu , że w systemie kształcenia lekarzy dentystów nie funkcjonuje nic jak funkcjonować powinno? Zbyt wysokie limity przyjęć na I rok studiów kierunku lekarsko dentystycznego, likwidacja staży podyplomowych, nieosiągalne specjalizacje, zła konstrukcja punktów edukacyjnych. 

Dr n. med. Agnieszka Ruchała - Tyszler, wiceprezes NRL i przewodnicząca Komisji Stomatologicznej NRL: W tym stwierdzeniu jest dużo przesady, co nie oznacza, że problemy nie występują. Występują i jest ich wiele.

Zacznijmy od limitów przyjęć na kierunku lekarsko dentystycznym uniwersytetów medycznych. Samorząd lekarzy dentystów sprzeciwia się polityce realizowanej przez Ministerstwo Zdrowia, które za busolę działań przyjęło prostą, lecz niestety fałszywą zależność: trudno jest się dostać do lekarza dentysty w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego -  trzeba zwiększyć liczbę dentystów. To tak jakby problem zbyt niskich pensji próbować rozwiązywać poprzez dostawianie większej liczby bankomatów.

Nie sądzę jednak, żeby pracownicy resortu zdrowia nie mieli właściwego osądu sytuacji. To są działania, które wychodzą naprzeciw postulatom części kadry akademickiej. Działania te, w wersji przyjętej przez Ministerstwo Zdrowia, są także pożądane przez rząd, gdyż wskazują na progres w statystykach, ale nie absorbują dodatkowych pieniędzy z kasy państwa.

Wobec określonej, mniej więcej stałej puli pieniędzy, nie jest obojętne dla procesu dydaktycznego, czy na kierunku lekarsko dentystycznym kształci się dwukrotnie więcej studentów niż jeszcze kilka lat temu. Przypomnę słowa wiceministra zdrowia Sławomira Neumanna, który w odpowiedzi na interpelację poselską przyznał, że realny wzrost dotacji budżetowej na działalność dydaktyczną uniwersytetów medycznych w 2015 r., w porównaniu do roku poprzedniego, jest bliski zeru i wynosi tylko około 0,05 proc. Pieniądze, wynikające z płatnych studiów stomatologicznych, na które się przyjmuje coraz większą grupę studentów, są zbyt małe, aby skutecznie udrożnić proces dydaktyczny, a są na tyle istotne, że w znacznym stopniu absorbują uwagę kadry dydaktycznej. Cierpi na tym bezpośredni kontakt uczeń – mistrz, który jest szczególnie ważny podczas zajęć praktycznych.

Co więcej należy pamiętać, że wraz z wygaszeniem instytucji staży podyplomowych, a więc od 2016 r., pojawi się kolejny problem przejęcia przez uniwersytety medyczne całej części praktycznej, związanej z nauką studentów stomatologii praktycznych aspektów wykonywania zawodu. To kolejny przyczynek do zwężenia i tak wąskiego gardła na styku student - asystent - baza techniczna.

infoDENT24.pl: Czy nie należy się obawiać, że taka sytuacja daje wygodne argumenty korporacji, która w sposób naturalny zamyka się na konkurencję? Na większej puli miejsc na studiach stomatologicznych, oprócz grupy pracowników uniwersyteckich, zależy przede wszystkim kandydatom na studentów kierunku lekarsko dentystycznego.

Dr n. med. Agnieszka Ruchała – Tyszler:
Komercyjny segment rynku, chociaż wielokrotnie bardziej rozwinięty niż ten funkcjonujący w oparciu o powszechne ubezpieczenie społeczne, ma ograniczenia wzrostu. Pułap popytu jest zbyt niski, aby umożliwiał funkcjonowanie coraz większej liczby praktyk stomatologicznych, bo te są pochodną liczby studentów stomatologii. Nie wiem czy należy lobbować za sytuacją, w której słabo wykształceni lekarze dentyści oferować będą słabej jakości usługi w słabo wyposażonych gabinetach. Czy taki eksperyment należy sprawdzać na zębach pacjentów?

Pamiętajmy, że wciąż nie ma jasnych rozwiązań legislacyjnych, które określałyby na jakich zasadach studenci uczestniczyć mają w zabiegach. Kwestia nauki praktycznej, przypisana uniwersytetom medycznym, wymaga rozwiązań prawnych zabezpieczających interesy: studenta, asystenta i uczelni.

Gdzie student lub były student ma zdobywać doświadczenie? Na pewno nie tylko przy lekarzu dentyście wykonującym kontrakt. Koszyk świadczeń gwarantowanych jest tak skrojony, że obejmuje w większości podstawowe procedury i to często  z zastosowaniem materiałów nie przystających do współczesnych osiągnięć w medycynie. Poza tym kontrakt przypisany jest do konkretnego lekarza dentysty. Wykonywanie świadczeń medycznych przez studenta wiąże się z pozostającymi bez jasnych odpowiedzi pytaniami:  o dostęp do dokumentacji medycznej, o kwestie ochrony danych osobowych o odpowiedzialność za ewentualne błędy powstałe w trakcie leczenia.

Oczywistym jest, że bardziej zaawansowane procedury realizowane są w prywatnych gabinetach dentystycznych. Proszę pokazać mi pacjenta, który wykładając z kieszeni niekiedy niemałe pieniądze, przystanie na to, żeby z jego udziałem adept uniwersytetu medycznego nabywał umiejętności zawodowe. Taka sytuacja jest realna, ale tylko wówczas gdy ktoś w imieniu pacjenta sfinansuje mu leczenie. W obecnej sytuacji wychodzi na to, że powinien to uczynić właściciel praktyki lekarskiej.

Rozwój zawodowy w głównej mierze utrudniają nieuzasadnione wymogi, w zakresie standardów akredytacyjnych, nałożone na jednostki szkolące w poszczególnych dziedzinach lekarsko dentystycznych. Lecznice prywatne nie są zainteresowane ubieganiem się o prowadzenie specjalizacji, także z powodu warunków, które trzeba spełnić, aby uzyskać akredytację. Niektóre z wymogów, jak chociażby skompletowanie odpowiedniego księgozbioru lub fizyczne wydzielenie biblioteki nie przystają do rzeczywistości.

Pozostają zatem uczelnie, które – jak już wspomniałam - i bez tego obowiązku uginają się pod brzemieniem zadań dydaktycznych. Te kolejne przyjmują niejako z lojalności wobec koleżanek i kolegów z branży. Nie najlepsza jednak jest to motywacja. Efekt jest taki, że zaledwie 20 proc. lekarzy dentystów ma specjalizację, przy czym średnia ich wieku co rok się podwyższa. I znowu powraca kontraktowanie NFZ, które praktycznie nie obejmuje procedur ważnych z punktu widzenia rozwoju zawodowego lekarza dentysty. Pracujemy w wirtualnym systemie kształcenia, nie przystającym do rzeczywistości.

infoDENT24.pl: Może jednak bardziej przystającym niż się to wydaje w pobieżnym osądzie. Kto wie, być może Ministerstwo Zdrowia doszło do wniosku, że uprawiając zawód w przeważającej mierze skomercjalizowany, należy we własnym zakresie zadbać o rozwój zawodowy, zamiast na przykład oglądać się na rezydenturę.

Dr n. med. Agnieszka Ruchała – Tyszler: Stanowczo protestuję, to nikt inny ale minister zdrowia określa warunki kontraktowania świadczeń stomatologicznych, to minister zdrowia właśnie chce mieć pewność, że pacjentami opiekować się będą specjaliści. Tymczasem liczba miejsc specjalizacyjnych w 2014 r. zmniejszyła się w stosunku do 2013 r. aż o 12 proc. Taka sytuacja nie ma miejsca wśród kształcących się lekarzy.

Nie zapominajmy także, iż nauka w ramach specjalizacji oparta jest na ściśle określonych standardach. Zdobyta wiedza, w ramach PES, weryfikowana jest w oparciu o ściśle określone procedury. Gdyby otworzyć się na dowolne formy kształcenia, prędzej czy później doszlibyśmy do sytuacji, w której lepszy pieniądz zostanie wyparty przez gorszy. Skodyfikowane zasady zdobywania specjalizacji są ważne, pytanie czy wszystkie programy skonstruowano racjonalnie.

Dla przykładu staż kierunkowy z zakresu hematologii dziecięcej jest przydatny, ale czy lekarz dentysta znajdzie w prosty sposób oddział hematologii gdzie przez dwa tygodnie będzie się szkolił? Może należałoby zastanowić się, aby w niektórych specjalnościach – oczywiście w uzasadnionych przypadkach - wprowadzić system kursów.

Takiej modyfikacji wymagają także zasady przyznawania punktów edukacyjnych. Chodzi m.in. o zniesienie limitów edukacyjnych w poszczególnych formach kształcenia. Dlaczego mamy stawiać przeszkody lekarzowi dentyście, który chce w ciągu czterech lat zdobyć 200 pkt. edukacyjnych kształcąc się tylko w formie warsztatów. Problem ten omawialiśmy już z ministrem zdrowia Marianem Zembalą. Jest szansa na zmiany, ale tych niestety powinno być wiele.