PARTNER PORTALU
partner portalu

Dziennikarz, czyli wróg lekarza i lekarza dentysty?

ws
08-09-2015, 08:13
Dziennikarz, czyli wróg lekarza i lekarza dentysty? Dentysta contra dziennikarze (foto; pixabay)
Przedstawiamy fragment wywodu Marka Stankiewicza, rzecznika prasowego Okręgowej Izby Lekarskiej w Lublinie na temat zasad komunikowania się lekarzy i lekarzy dentystów z dziennikarzami. Nie ze wszystkimi tezami tej wypowiedzi się zgadzamy, jednak uważamy że jest to istotny głos w określaniu relacji: medyk – dziennikarz.

Z mocy prawa prasowego, informacji w imieniu jednostek organizacyjnych są zobowiązani udzielać kierownicy tych jednostek, ich zastępcy, rzecznicy prasowi lub inne upoważnione osoby, w granicach obowiązków powierzonych im w tym zakresie. Oni muszą, ale inni mogą. I wtedy zaczynają się schody.

Niektórzy dyrektorzy, w rozkwicie swojej nieomylności i niedostatku pokory, zapominają lub świadomie lekceważą obowiązek umożliwiania dziennikarzom nawiązania kontaktu z pracownikami oraz swobodnego zbierania wśród nich informacji i opinii.

Panowie i panie na dyrektorskich fotelach ośmielają się zakazywać pracownikom kontaktów z mediami pod groźbą konsekwencji dyscyplinarnych za ciężkie naruszenie obowiązków służbowych.

Każdemu wolno udzielać prasie informacji w zakresie nienaruszającym prawa, co wyklucza wydawanie zakazów kontaktów z prasą. W stosunkach pracowniczych zdarza się, że pracodawca lub przełożony w klinice zakazuje pracownikom wypowiedzi do prasy na tematy dotyczące zatrudnienia, kondycji zakładu, stosunków tam panujących. Takie zakazy są bezprawne” – ostrzega prof. Ewa Ferenc-Szydełko z Uniwersytetu Opolskiego.

Nie mam dobrych wiadomości dla entuzjastycznych i chronionych partyjnymi układami i koalicyjnymi umowami reformatorów ochrony zdrowia, którzy za narzędzie realizacji swoich planów przyjmują tłumienie krytyki prasowej. Przypomnę tylko, że art. 44 Prawa prasowego przewiduje za to grzywnę albo karę ograniczenia wolności. Co więcej, tej samej karze podlega, kto nadużywając swego stanowiska lub funkcji, działa na szkodę innej osoby z powodu krytyki prasowej, opublikowanej w społecznie uzasadnionym interesie.

Tłumienie krytyki ma krótkie nogi. Owszem, wywiera wrażenie na ludziach zalęknionych i miłośnikach świętego spokoju. Pamiętamy, że kłopoty byłego ministra zdrowia Mariusza Łapińskiego w 2002 roku nasiliły się po, z pozoru banalnych, wydarzeniach w jednej z warszawskich restauracji, gdzie fotoreporter robiący zdjęcia ministrowi i jego współbiesiadnikom, pomawianym tu i ówdzie o protekcjonizm, został napadnięty i pobity. Rzekomo z inspiracji ówczesnego ministra. Fotoreporterowi udało się ocalić zdjęcia. – To jest skandaliczne, nie mam innego słowa – komentował to zdarzenie ówczesny premier Leszek Miller.

– Każda osoba publiczna musi z góry założyć, że będzie przedmiotem zainteresowania. Niedługo potem Miller zdymisjonował Łapińskiego, który już do polityki nigdy nie powrócił.

Jestem pewien, że wśród lekarzy i pielęgniarek są ludzie odważni. Dzięki nim dyskurs publiczny staje się pełniejszy, bogatszy i coraz mniej zamazany. Każdy obywatel, zgodnie z zasadą wolności słowa i prawem do krytyki, może udzielać informacji prasie. Nikt nie może być narażony na uszczerbek lub zarzut z powodu udzielenia informacji prasie, jeżeli działał w granicach dozwolonych prawem.

Więcej: oilgdansk.pl

Podobał się artykuł? Podziel się!
SŁOWA KLUCZOWE
OIL w Lublinie   prasa   dentysta w mediach  

POLECAMY W SERWISACH