PARTNER PORTALU
partner portalu

Dentysta w każdej szkole: niedorzeczna kiełbasa wyborcza

ms
15-09-2015, 08:02
Dentysta w każdej szkole: niedorzeczna kiełbasa wyborcza Piotr Chmielowski pyta o dentystów w szkole (foto: pixabay)
Wiele gorzkich słów o politycznym programie wprowadzania lekarzy dentystów do szkół wypowiedział poseł Piotr Chmielowski. Polityk wylicza koszty realizacji niedorzecznego – w jego opinii – zamysłu reaktywowania szkolnych gabinetów stomatologicznych.

Opinia posła Piotra Chmielowskiego jest na tyle zasadnicza, że postanowiliśmy ją przedstawić bez większych skrótów.

Piotr Chmielowski pisze: Uznaję pomysł, że w każdej szkole miałby być dentysta, za niedorzeczny. I mówiąc krótko, całkowicie nieprzemyślany i nierealny w polskiej rzeczywistości. Jest to typowa, populistyczna kiełbasa wyborcza.

Dlaczego? Na początek kilka faktów, w mojej ocenie nie podlegających żadnej dyskusji.

Dobrze wyposażony gabinet dentystyczny w szkole, przeznaczony do szeroko rozumianej pedodoncji, w polskich warunkach powinien kosztować nieco ponad 100 tys. zł. Mówimy to o odpowiedniej klasy sprzęcie, wyposażeniu w narzędzia i materiały. Dla równego  rachunku liczmy 120 tys. zł.

Kontrakt stomatologiczny, zawierający leczenie dzieci a opłacany przez NFZ, dzisiaj w zależności od województwa, wynosi ok. 9 tys. zł miesięcznie. Te pieniądze nie idą wyłącznie do kieszeni lekarza. Za tę kwotę lekarz musi opłacić asystę, materiały, ZUS, rachunki. Jak lekarz ma węża w kieszeni to zostanie mu ok. 3 tys. zł.

Aby wypełnienie takiego kontraktu mogło dojść do skutku (w końcu płaci się za zrealizowane świadczenia) lekarz musiałby pracować z populacją ok. 2 tys. dzieci. Powiedzmy, że łączymy szkoły. Pomijam logistykę, ale już widać, że będą z tym problemy i dodatkowe koszty.

Zakładając, że tylko w szkołach podstawowych uczy się ok. 2,1 mln dzieci, to znaczy, że musielibyśmy w samych podstawówkach mieć etatów dentystów minimum 1050. Jeżeli do tego doliczymy gimnazja i szkoły średnie to temat rozszerza się do ok. 2100 gabinetów z taką samą liczbą etatów. Koszt samego uruchomienia programu wyniósłby zatem ok. 252 mln zł, nie wliczając kosztów lokalowych i wszystkich innych. Koszt kontraktu NFZ rocznie wynosiłby ok. 227 mln zł.

Rodzi się kolejne pytanie. Skąd wziąć 2100 wolnych dentystów?

Zapewniam, że znalezienie takiej liczby lekarzy, którzy chcieliby pracować w takich warunkach jest raczej niemożliwe. Przypominam, że rocznie studia stomatologiczne kończy średnio 800 absolwentów. Przypominam, że ci lekarze musieliby się zgłosić do pracy na pełnym etacie za pensje kilkukrotnie niższe, niż mogą otrzymać gdzie indziej. Ilu altruistów spośród absolwentów okaże się takimi pro obywatelskimi społecznikami?

Nie chcę wywrzeć wrażenia, że jestem przeciwny samej idei – profilaktyki stomatologicznej wśród dzieci i młodzieży. Nie raz podczas Komisji Zdrowia przekonywałem, że zapobieganie zawsze jest lepsze niż leczenie. Ale do wszystkiego trzeba podejść z głową.

O co walczymy?

Tak naprawdę tylko o trzy rzeczy.

Po pierwsze, o wyeliminowanie próchnicy u nieletnich.

Po drugie, o wyrobienie nawyku dbania o stan uzębienia i utrzymywania higieny jamy ustnej.

POLECAMY W SERWISACH