Chciała od dentysty 150 tys. zł za złe leczenie, ale sama zapłaciła mu 5,4 tys. zł

kan
21-02-2019, 09:37
Kompleksowa przebudowa uzębienia skończyła się dla pacjentki kolejną kompleksową przebudową. Jednak przed sądem nie udało jej się udowodnić, że przyczyną problemów było zaniedbanie, czy błędy dentysty.

Pacjentka zdecydowała się na wykonanie kompleksowej przebudowy stałej uzębienia. Dentysta, którą ją leczył przez osiem miesięcy, wstawił jej korony porcelanowe, jeden most, "inleje" oraz licówki porcelanowe, przeprowadził niezbędne leczenie, korektę zgryzu przy pomocy aparatu ortodontycznego, ale niepotrzebnie usunął zdrową czwórkę lewą oraz dwie ósemki górne, prócz tego nie zdecydował się na usunięcie ósemki prawej dolnej, gdyż jego zdaniem nie było to konieczne.

Kobieta oskarżyła dentystę, że wskutek źle przeprowadzonej terapii na miesiąc przed zakończeniem leczenia zaczęła odczuwać narastający dyskomfort podczas jedzenia, zabiegów higienicznych jamy ustnej, a także nie mogła domykać szczęki. Wystąpiła również silna reakcja zębów na zimno i ciepło, co potęgowało jeszcze ból uzębienia.  

Co ustalił sąd
Pacjentka zanim zaczęła leczenie miała pełny zgryz, chciała jedynie poprawić estetykę uśmiechu. W tym celu udała się do dentysty i ten zaproponował licówki. Jednak z każdą kolejną wizytą pojawiały się nowe propozycje. Kobieta dowiedziała się, że ma nieleczoną wadę zgryzu i w związku z tym trzeba przebudować dół, usunąć czwórkę, żeby zrobić most i wyrównać bok.

Powódka poddała się szeregowi zabiegów, ale po leczeniu ortodontycznym nie otrzymała od dentysty płyty retencyjnej (którą powinna nosić, by utrzymać efekt leczenia).  Pacjentka po zakończeniu leczenia nie była zadowolona, skarżyła się lekarzowi, że nie może zamknąć całkowicie ust. Co więcej, odczuwa dyskomfort w trakcie jedzenia. Została poinformowana, że musi się do tego przyzwyczaić, ponieważ jest to naturalna reakcja na przebudowane gruntownie uzębienie żuchwy. Po roku kobieta wyjechała do Stanów Zjednoczonych. I tam w nocy złamała jej się dwójka. Wstyd z powodu braku zęba sprawił, że unikała podczas wakacji znajomych, później doszedł jeszcze nie mniej krępujący przykry zapach z ust.

Po powrocie do Polski 7 stycznia 2014 r. pacjentka przyszła do kliniki zgłaszając złamanie zęba, pękniętą porcelanę, dyskomfort przy żuciu i ból przy nadgryzaniu, a także brzydki zapach z ust i zapalenie dziąseł. Badanie potwierdziło odczucia pacjentki. Dodatkowo wykryto krwawienie z dziąseł.
W klinice kobietę poinformowano, że licówki zostały nie do końca prawidłowo założone, okazały się za duże i powodowały zwisy. Wnikały tam bakterie, które doprowadzały do choroby dziąseł. Ponadto usłyszała, że musi się ponownie poddać leczeniu, gdyż jej zęby trzonowe nie stykają się, "wszystko opiera się na przodzie" i dlatego doszło do wyłamania dwójki.

Kompleksowa przebudowa kompleksowej przebudowy
Powódka konsultowała się z innymi stomatologami, m.in. ze specjalistą ds. chirurgii dentystycznej, który skierował ją do specjalisty z zakresu protetyki, ponieważ skarżyła się, że nie czuje swoich zębów. Specjalista nie stwierdził zaburzeń stawów skroniowo - żuchwowych. Wykonał jednak szyny tymczasowe relaksacyjne. Pacjentka nie podjęła dalszego leczenia po otrzymaniu szyny z artykulatora.

Po jakimś czasie podczas zabiegu skalingu i polerowania zębów ponownie dowiedziała się, że konieczna jest przebudowa uzębienia oraz, że należy zdjąć system przebudowy uzębienia, następnie wyleczyć dziąsła i przebudować od nowa. Ponownie dowiedziała się też, że założono za duże licówki. 

Po trzech latach pacjentka leczyła się u dentystki, która konsultowała ją doraźnie. Nie przeprowadzała zabiegów w obrębie prac wykonanych przez pozwanego. Dostrzegła nieprawidłowy wygląd przyzębia, przekrwione i rozpulchnione dziąsła, najwyraźniej chorobowo zmienione. Przeprowadziła rekonstrukcję licówki przy pomocy rekonstrukcji zachowawczej. 

Po kolejnym pół roku miała miejsce konsultacja protetyczna, w celu ewentualnego wykonania koron techniką cyfrową w górnym  i dolnym  łuku zębowym. Powódka przeszła badanie, w którym protetyk stwierdził pięć koron protetycznych wykonanych w innym gabinecie stomatologicznym, usunięcie w trakcie leczenia ortodontycznego zębów nr 14 i 24, natomiast brak tych zębów nie spowodował wystąpienia trem między zębami.

Dalej lekarz protetyk stwierdził, że korony porcelanowe na metalu po stronie lewej na zębach żywych 23, 24 i 26 zostały zblokowane bez uzasadnienia, co utrudniło pacjentce prawidłową higienę tej okolicy. Na podstawie zdjęcia RTG lekarz stwierdził nieprawidłowe wypełnienie kanału zęba nr 21 i konieczność ponownego leczenia kanałowego tego zęba, zaś w ząb nr 12 w kanał korzeniowy został wprowadzony bardzo mały wkład koronowo - korzeniowy, co nie zapewniało odpowiedniej stabilności.

Oprócz tego u kobiety wystąpił zaawansowany stan zapalny brzegu dziąsłowego w kontakcie z koronami, z tego powodu lekarz zalecił odroczenie wycisku dwuwarstwowego, tak by była możliwość wyleczenia dziąseł po zdjęciu koron i przygotowania zębów pod korony "cyfrowe". Powódka została zakwalifikowana do zabiegu wykonania koron w oparciu o technikę cyfrową na całym łuku zębowym górnym i ustalono termin zabiegu. Określono całkowity koszt zabiegu na 20 tys. zł. Ponadto powódka została skierowana do specjalisty endodonty, by przeprowadził leczenie kanałowe.

Pacjentka przeszła zabieg przygotowania do osadzenia koron "cyfrowych", ale nie wykonano ostatecznych wycisków dopełniających z powodu zaawansowanego zapalenia brzegu dziąsłowego i wyrostka zębodołowego. Zabieg ten odroczono i zaplanowano na następny dzień. Wykonano pacjentce korony tymczasowe na wszystkie przygotowane zęby i zalecono stosowanie środków przeciwzapalnych.

Następnego dnia powódka przeszła zabieg założenia koron tymczasowych. Wyznaczono termin osadzenia gotowych koron, po dziesięciu dniach od zabiegu zacementowano ostatecznie pracę protetyczną. Przeprowadzono również kontrolę zgryzu i artykulacji. 

Powódka w związku z leczeniem oszacowała łączny koszt, który musiała ponieść, by powrócić w pełni  do zdrowia na ponad  96 tys. zł. Na co złożyły się następujące należności:
 - 28 000 zł - leczenie,
- 5 000 zł  zakup środków przeciwbólowych,
- 32 070 zł wizyty i konsultacje stomatologiczne, wykonane zabiegi medyczne m. in. usunięcie 8- ki oraz założenie koron,
- 1 200 zł tytułem przejazdów i konsultacji telefonicznych,
- 30 000 zł założenie koron na dół, koszt wizyt kontrolnych, leków, przejazdów i konsultacji u specjalistów. 

Czy oskarżenia kierowane pod adresem dentysty są słuszne? 
Sąd stwierdził, że stan uzębienia powódki wymagał zastosowania leczenia przedprotetycznego, ortodontycznego. Takie leczenie przeprowadził pozwany dentysta. Opis w dokumentacji medycznej dowodzi, że dentysta wykonał: 
- wypełnienia ceramiczne typu inlay na zęby "7, 6, 5 , 4, 4, 5, 6, 7", 
- licówki porcelanowe zębów "3, 2, 1, 1, 2, 3" i "2+1+2" oraz most porcelanowy "3+5+6".

Opis przeprowadzonych zabiegów jest prawidłowy.

W związku z tym kluczowe znaczenie dla rozstrzygnięcia sprawy miała opinia biegłego
z zakresu stomatologii. Sąd uznał, że powyższa opinia stanowi pełnowartościowy materiał dowodowy. Na tej podstawie Sąd stwierdził, że nie sposób wykazać błędów, ocenić jakość wykonanego leczenia, gdyż uniemożliwiają to zabiegi, które potem nastąpiły. Co ważne, u pacjentki nie doszło do powstania trwałego uszczerbku na zdrowiu, zaś rokowania według opinii biegłego, są takie jak po każdym leczeniu protetycznym. 

Była umowa, czy nie była?
Pacjentka uważała, że dentysta nienależycie wykonał zobowiązanie wynikające - jej zdaniem - z łączącej ją z pozwanym umowy o świadczenie usług stomatologicznych. Stosownie do art. 471 § 1 k.c., dłużnik zobowiązany jest do naprawienia szkody wynikłej z niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania, chyba że niewykonanie lub nienależyte wykonanie jest następstwem okoliczności, za które dłużnik odpowiedzialności nie ponosi. 

Tymczasem przeprowadzone w sprawie postępowanie dowodowe nie wykazało, że pomiędzy powódką a pozwanym zawarta została umowa o świadczenie usług stomatologicznych. Wprawdzie pozwany wykonał na rzecz powódki szereg zabiegów, związanych z odgórnie założonym celem, jednakże nawet cykliczność owych zabiegów nie może automatycznie oznaczać, że strony łączyła umowa. Nawet uwzględniając, że to leczenie finansowane było nie ze środków publicznych NFZ, lecz prywatnie przez pacjentkę.

Zdaniem sądu nie doszło do zawarcia umowy, bowiem strony nie określiły istotnych postanowień umownych ( essentialia negotii) takich jak przedmiot umowy, cenę za wykonaną usługę, czy czas trwania takiej umowy. Kobieta przyznała, że chciała poprawić estetykę uśmiechu, a z każdą wizytą u pozwanego pojawiały się nowe propozycje, które następnie realizowano.

Mając na uwadze, że immanentną cechą zawodu lekarza dentysty jest niekiedy nieprzewidziane tzw. niepowodzenie medyczne, trudno przyjąć, że pozwany zdecydował się świadczyć na rzecz pacjentki umowę rezultatu i o takiej treści miał on złożyć oświadczenie woli. Ów rezultat niekiedy wyłączony jest z przyczyn od lekarza niezależnych związanych właśnie z takim niepowodzeniem.

 Sąd wskazał na koniec, że dochodząc roszczenia w reżimie odpowiedzialności kontraktowej kobieta powinna wykazać istnienie określonego, ważnego i godnego ochrony stosunku zobowiązaniowego, bowiem odpowiedzialność kontraktowa znajduje zastosowanie tylko między wierzycielem a dłużnikiem, jako stronami stosunku zobowiązaniowego. Trzeba zatem uznać, że powódka nie sprostała spoczywającemu na niej ciężarowi dowiedzenia faktu, z którego istnienia wywodzi skutki prawne (art. 6 k.c.). I to już wystarczy, aby powództwo oparte na reżimie odpowiedzialności ex contractu,  nie zostało uwzględnione.

I dlatego dentyście należy się zwrot kosztów, które musiał ponieść na swoją obronę. Sąd zasądził od pacjentki na rzecz lekarza kwotę 5 400 zł tytułem zwrotu kosztów zastępstwa procesowego.

Sygn. akt II C 1307/16